Wyświetlono posty wyszukane dla frazy: słowiańskiego na tle porównawczym

Sprawy stołu

To bardzo ciekawe co piszesz i w dodatku znakomite tło porównawcze. Zwłaszcza dla takiego wielbiciela ryb jak ja:-). Ssaków morskich nie jadam, bo to bezbożne.

Cytat: No więc ja bym nie była taka pewna czy mając te swoje ryby nadal patrzyli na kiszoną kapustę jak na coś trującego i niejadalnego?
Gust nie ma nic wspólnego z logiką . Sam bardzo lubię ośmiornice a dziwię się jak ludzie mogą jeść ślimaki.

Maślanka to produkt uboczny produkcji masła, czyli takie coś co jest mocno oddtłuszczone (chyba).

Jogurt to wynalazek turkomańskich koczowników, kefir - podobno czysto nasz - słowiański.

 » 

Głagolica (pismo głagolickie)

Hej! Radzę jeszcze pogrzebać w książkach (powinny być w bibliotekach filologii słowiańskich), takich , jak np.
Mareą Frantiąek Václav Pierwszy słowiański język literacki i początki piśmiennictwa słowiańskiego, Kraków 1994,
Cz. Bartula Podstawowe wiadomości z gramatyki staro-cerkiewno- słowiańskiej na tle porównawczym, Warszawa 1981,
J. Strutyński Podstawowe wiadomości z gramatyki języka staro-cekiewno-słowiańskiego, Kraków 1991,
Moszyński L., Wstęp do filologii słowiańskiej, Warszawa 1984,
Friedlerówna T., Łapicz Cz., Język staro-cerkiewno-słowiański, Toruń 2003,
Lehr-Spławiński T., Żywoty Konstantyna i Metodego, Poznań 1959
Pozdrawiam!
Vlasta

Osełki

Jak się temu w ogóle przyjrzeć to zastanawiam się czy oby na pewno to koń jest przedstawiony??

Rzeczywiście, interpretacja tego zwierzaka jako konia jest bardzo kusząca, wydaje mi się jednak, że dyskwalifikuje go zakręcony do góry ogonek - bardziej przypomina pieska. Tak też zresztą interpretuje go Joanna Wawrzeniuk ("Słowiański domowy kult przodków na tle porównawczym").
W tym samym artykule można też znaleźć rozwinięty rysunek tego okucia - na trzech ściankach są analogiczne wypukłe główki, na czwartej - płaski rysunek zwierza.

Pzdr

FP-kupię

Ma ktoś może na sprzedaż za rozsądną cenę następujące książki?

-Czesław Bartula "Podstawowe wiadomości z gramatyki staro-cerkiewno-słowiańskiej na tle porównawczym"
-Grzegorczykowa "Wykłady z polskiej składni"
-Klemensiewicz "Zarys składni polskiej"
-Tomkowski "Literatura powszechna"

 » 

Filologia polska

Jakie książki polecacie do scs-u?



Czesław Bartula, Podstawowe wiadomości z gramatyki staro-cerkiewno-słowiańskiej na tle porównawczym.

Język staro-cerkiewno-słowiański /UMK/

Język staro-cerkiewno-słowiański /UMK/
Wydanie obcojęzyczne: polski, staro-cerkiewno-słowiański
* Teresa Friedelówna
* Czesław Łapicz

Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Oprawa: Miękka
Format: 17.0x23.0cm
Ilość stron: 216
Rok wydania: 2007
ISBN: 83-231-1598-2
EAN: 9788323115984
Cena detaliczna sugerowana: 25,00

Opis: Autorzy pragną dać studentom Zaocznego Studium Filologii Polskiej łatwo osiągalny i przystępnie napisany skrypt. Ułatwi on opanowanie gramatyki języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, będąc zarazem pomocą w samodzielnym uzupełnianiu wiadomości, uzyskanych w czasie nielicznych godzin wykładów i konwersatoriów. Skrypt składa się z dwóch zasadniczych części - teoretycznej oraz praktycznej; całość zamyka słownik. Część I jest nieco zmienionym w szczegółach wznowieniem l. wydania skryptu Język staro-cerkiewno-słowiański (Toruń 1979). Część ta podaje pewną sumę informacji wstępnych, które mają unaocznić pozycję języka staro-cerkiewno-słowiańskiego wśród innych języków słowiańskich oraz jego rolę i rangę w rozwoju cywilizacyjnym Słowian. Konieczne jest przy tym zapoznanie się z faktami historycznymi, które przyczyniły się tak do powstania słowiańskiego alfabetu, jak i do zapisu najstarszych słowiańskich tekstów. Dalej dokonujemy przeglądu charakterystycznych staro-cerkiewno-słowiańskich zjawisk fonetycznych i fonologicznych, wprowadzając - tam, gdzie to niezbędne - szersze słowiańskie tło porównawcze...

No cóż książka nie taka jak np. Włoski w 2 tygodnie ale można się nauczyć!
Do nauki mowy to przydałby się ktoś z polonistyki kto potrafi wymówić "miękkie gardłowe coś pomiędzy je i ja" -to nie cytat po prostu laik z fonetyki ma wrażenie, że książka jest po chińsku czasami!
Jeśli chodzi o czytanie tekstu to zupełnie wystarcza!
Powieść wriemiennych liet Nestora czytana w oryginale - bezcenna!
Teraz walczę ze skanami kart z latopisów! Uff niech bogowie błogosławią tych co to przepisali i opublikowali!

Edit: Właśnie znalazłem informacje że to dodruk!
Przepraszam za umieszczenie w tym miejscu!

Światowit z Wolina

W artykule Joanny Wawrzeniuk Słowiański domowy kult przodków na tle porównawczym znalazłam jeszcze taki rysunek ze skalą.
Pozdrawiam!
Vlasta

deklinacji rzeczownika ciąg dalszy

A teraz kolejno wszystkie typy z podtypami :)

(dla ułatwienia przykłady zapisuję łacinką)

I DEKLINACJA O-TEMATOWA

Z podtypami: twardym i miękkim.

Należą tu rodzaje: męski i nijaki.

Rodzaj męski:
Temat twardy:
-o-

Sg.
N. -ъ
G. -a

np: duxъ, duxa (duch)

Temat miękki:
-jo-

SG.
N. - ь
G. -a

np: mQźь, mQźa (mąż)

Rodzaj nijaki:
Temat twardy:
-o-

SG.
N. -o
G. -a

np: čędo, čęda (dziecko)

Temat miękki:
-jo-

Sg.
N. -a-
G. -a

np: po'le, pola

II DEKLINACJA U-TEMATOWA

Tylko twarde tematy.
Tylko rodzaj męski.

SG.
N. -ъ
G. -u

np:
domъ, domu;
synъ, synu

III DEKLINACJA A-TEMATOWA

Z podtypami: twardym i miękkim.

Należą tu rodzaje: głównie żeński i kilka wyrazów rodzaju męskiego.

Rodzaj żeński:
Temat twardy:
-a-

SG.
N. -a
G. -y

np: źena, źeny

Temat miękki:
-ja-

SG.
N. -'a (≤ *-ja)
G. -ę (scs), *-ĕ (psł.)

np:
vyja, vyję / vyjĕ (szyja)
duąja, duąę / duąĕ

oraz temat miękki:
-i-

np: bogyni, bogyńę

Rodzaj męski:
Temat twardy:
-a-

SG.
N. -a
G. -y

np: sluga, slugy (sługa)

Temat miękki:
-ja-

SG.
N. -'a (≤ *-ja)
G. -ę (scs), *-ĕ (psł.)

np: junoąa, junoąę / junoąĕ (młodzieniec)

oraz temat miękki:
-i-

np: sQdьji (-ii, -iji, -ijь, -ьjь), sQdьję (sędzia)

IV DEKLINACJA I-TEMATOWA

Tylko miękkie tematy.

Rodzaje: męski i żeński.

Sg.
N. -ь
G. -i

np:
rodz, męski: pQtь, pQti (droga)
rodz. żeński: kostь, kosti (kość)

V DEKLINACJA SPółGłOSKOWA (zwana również deklinacją na ŭ krótkie)

Wszystkie rodzaje.
Specyfika polega na morfemie rozszerzającym temat.
Jest 5 takich morfemów.

1. -es-

Rodzaj nijaki.

Sg.
N. -o
G. -es -e

np:
slovo, slovese
nebo, nebese

2. -en-

Rodzje: męski i nijaki.

Rodzj męski:
Sg.
N. -y
G. -en - e

np: kamy (kamenь), kamene (kamień)

Rodzaj nijaki:
Sg.
N. -ę
G. -en -e

np: imę, imene (imię)

3. -ęt-

Rodzaj nijaki.
Głównie nazwy dzieci i małych zwierząt.

Sg.
N. -ę
G. -ęt -e

np: telę, telęte (cielę)

4. -er-

Rodzaj żeński.

Sg.
N. -i (-y)
G. -er - e

np. mati, matere (mać )

5. -ьv

Rodzaj żeński.

Sg.
N. -y
G. -ьv - e

np: svekry, svekr[i]ьve (teściowa)[/i]

Ufffff

to tyle :)

Odsyłam jeszcze do podręcznika Czesława Bartuli Podstawowe wiadomości z gramatyki staro-cerkiewno-słowiańskiej (na tle porównawczym), W-wa, 1994

Literatura przydatna do studiowania

Dzięki Satu, za lektury. Wklejam tu to co dostałem:

SPIS LEKTUR Z HISTORII ŚREDNIOWIECZA POLSKI

AKTUALNY DLA STUDENTÓW STUDIÓW DZIENNYCH I ZAOCZNYCH OD PAŹDZIERNIKA 2005

ŹRÓDŁA

( obowiązuje 1 zarówno studentów dziennych jak i zaocznych)

1. Anonim tzw. Gall, Kronika Polska, wyd. R. Grodecki, Wrocław 1989.
2. Mistrz Wincenty ( tzw. Kadłubek), Kronika Polska, wyd. B. Kürbis, Wrocław 1992.
3. Kronika Wielkopolska, tłum. K. Abgarowicz, wstęp B. Kürbis, Warszawa 1965.
4. Kronika Jana z Czarnkowa, tłum. J. Zerbiłło, wstęp M. D. Kowalski, wyd. II, Kraków 1996.
5. Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, wyd. J. Dąbrowski i inni, Warszawa 1961. – obowiązuje wstęp z księgi I, oraz ksiąg X, XI i XII, jedna do wyboru.
6. Philippi Callimachi, Historiae de rege Vladislao, wyd. I. Lichońska, tłum. A. Komornicka, Warszawa 1961.

OPRACOWANIA

( obowiązują 4 studentów dziennych i 2 studentów zaocznych; dzienni maksymalnie 2 monografie, zaoczni 1)

1. Abraham W., Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII, wyd. 3, Poznań 1962.
2. Baczkowski K., Walka Jagiellonów z Maciejem Korwinem o koronę czeską w latach 1471 – 1479, Kraków 1980.
3. Biedniak J., Państwo Miecława, Warszawa 1963.
4. Biskup M., Trzynastoletnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1454 – 1466, Warszawa 1967.
5. Biskup M., Labuda G., Dzieje Zakonu Krzyżackiego w Prusach, Gdańsk1986.
6. Biskup M., Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308 – 1521, Gdańsk 1993.
7. Brzostowski T., Paweł Włodkowic, Warszawa1954.
8. Bujak F., Studia nad osadnictwem Małopolski, Poznań 2001.
9. Dąbrowski J., Ostatnie lata Ludwika Węgierskiego, Kraków 1918.
10. DąbrowskiJ., Władysław I Jagiellończyk na Węgrzech, Warszawa 1922.
11. Długopolski E., Władysław Łokietek na tle swoich czasów, Wrocław 1951.
12. Dworsatschek M., Władysław II Wygnaniec, Wrocław 1998.
13. Grodecki R., Polska Piastowska, Warszawa1969.
14. Halecki O., Dzieje unii jagiellońskiej, t.1, Kraków 1919.
15. Heck R., Tabor a kandydatura jagiellońska w Czechach 1438- 1444, Wrocław 1964.
16. Kuczyński K. M., Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim w latach 1409- 1411, kilka wydań
17. Kurtyka J., Odrodzone Królestwo. Monarchia Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego w świetle nowszych badań, Kraków 2001.
18. Labuda G., Mieszko I, Wrocław 2002.
19. Labuda G., Mieszko II król Polski, Kraków 1992.
20. Lewicki A., Powstanie Świdrygiełły, Kraków 1892.
21. Maleczyński K., Bolesław III Krzywousty, Wrocław 1975.
22. Możejko B., Szybkowski S., Śliwiński B., Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima, Gdańsk 2003.
23. Nowacki B., Przemysł I, Poznań 2003.
24. Nowacki B., Przemysł II, Poznań 1995.
25. Nowak Z., Polityka Północna Zygmunta Luksemburskiego do roku 1411, Toruń 1964.
26. Ochmański J., Krzyżaniakowa J., Władysław II Jagiełło, Kraków 1990.
27. Paszkiewicz H., Polityka ruska Kazimierza Wielkiego, Warszawa 1925, Kraków 2002.
28. Przybył M., Mieszko III Stary, Poznań 2002.
29. Przybył M., Władysław Laskonogi, Poznań 1998.
30. Radzimiński A., Duchowieństwo kapituł katedralnych w Polsce XIV i XV wieku na tle porównawczym, Toruń 1995.
31. Silnicki T., Arcybiskup Mateusz Trąba, Warszawa 1954.
32. Sochacka A., Jan z Czyżowa, namiestnik Władysława Warneńczyka, Lublin 1993
33. Sperka J., Wojny Władysława Jagiełły z księciem opolskim Władysławem ( 1391- 1396), Cieszyn 2003.
34. Sroka S. A., Polacy na Węgrzech za panowania Zygmunta Luksemburskiego 1387 -1437, Kraków 2001.
35. Strzelczyk J., Bolesław Chrobry, Poznań 1999.
36. Swieżawski A., Mazowsze i Ruś Czerwona w średniowieczu, Częstochowa 1997.
37. Szczur S., Papież Urban V i powstanie Uniwersytetu w Krakowie w 1364 r., Kraków 1999.
38. Wiśniowski E., Parafie w średniowiecznej Polsce. Struktura i funkcje społeczne, Lublin 2004.
39. Włodarski B., Polska i Ruś 1194 – 1340, Warszawa 1966.
40. Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Kraków 1982.
41. Zientara B., Henryk Brodaty i jego czasy, Warszawa 1975.

HISTORIA ŚREDNIOWIECZNA POWSZECHNA

WYKAZ LEKTUR

Rok akademicki 2005/ 2006

Źródła:

1. Anonima Dzieje pierwszej krucjaty, K. Estreicher ( oprac.), Warszawa- Kraków 1984.
2. Apostołowie Słowian. Żywoty Konstantyna i Metodego, T. Lehr- Spławiński (oprac.), Warszawa 1988.
3. Edda Poetycka, A. Załuska- Strömberg ( oprac.) Wrocław- Warszawa- Kraków 1986.
4. Einhard, Życie Karola Wielkiego, J. Parandowski ( tłum. ) A. Gieysztor ( wstęp), Warszawa 1950.
5. Helmolda Kronika Słowian, J. Matuszewski (tłum.) , J. Strzelczyk ( wstęp), Warszawa 1974.
6. Kosmas, Kronika Czechów, M. Wojciechowska ( oprac.), Warszawa 1968.
7. Kronika Thietmara, M. Z. Jedlicki ( oprac. ) Poznań 1953.
8. Powieść minionych lat, F. Sielicki ( oprac.) Wrocław- Warszawa- Kraków 1999.
9. Saga o Egilu, A. Załuska- Strömberg ( tłum.), G. Labuda ( wstęp), Poznań 1973.
10. Saga rodu z Laxdalu, A. Załuska- Strömberg ( tłum.), G. Labuda ( wstęp), Poznań 1974.
11. Tajna historia Mongołów, Anonimowa kronika mongolska z XIII wieku, S. Kałużyński ( oprac.), Warszawa 1970.

Opracowania:

1. Brown Allen R., Historia Normanów, Gdańsk 1996.
2. Browning R., Justyniana i Teodora, Warszawa 1977.
3. Duby G.,Bitwa pod Bouvines, Warszawa 1988.
4. Foote P., Wilson D. M., Wikingowie, Warszawa 1975.
5. Guriewicz A., Wyprawy Wikingów, Warszawa 1969.
6. Hauziński J., Polityka orientalna Fryderyka II Hohenstaufa, Poznań 1978.
7. Hauziński J., Burzliwe dzieje Kalifatu Bagdadzkiego, Warszawa 1993.
8. Hrbek I., Petracek K., Mahomet, Warszawa 1971.
9. Kałużyński S., Dawni Mongołowie, Warszawa 1983.
10. Leciejewicz L., Normanowie, Warszawa- Wrocław- Kraków- Gdańsk 1979.
11. Leciejewicz L., Nowa postać świata: narodziny średniowiecznej cywilizacji europejskiej, Wrocław 2000.
12. Lehr- Spławiński T., Konstantyn i Metody, Warszawa 1967.
13. Małecki M., Proces templariuszy we Francji ( 1307- 1314), Kraków 1998.
14. Mączyńska M., Wędrówki ludów. Historia niespokojnej epoki IV i V w., Warszawa- Kraków 1996.
15. Melville M., Dzieje templariuszy, Warszawa 1991.
16. Modzelewski K., Barbarzyńska Europa, Warszawa 2004.
17. Okulicz- Kozaryn Ł., Dzieje Prusów, wyd. II, Wrocław 1997.
18. Panic I., Początki Węgier, Cieszyn 1995.
19. Panic I., Ostatnie lata Wielkich Moraw, Katowice 2000.
20. Paszkiewicz H., Początki Rusi, wyd. II, Kraków 1996.
21. Pernoud R., Ryszard Lwie Serce, Warszawa 1994.
22. Podhoderecki L., Kulikowe Pole, Warszawa 1986.
23. Potkowski E., Crecy- Orlean 1346- 1429, Warszawa 1986.
24. Potkowski E., Rycerze w habitach, Warszawa 1978.
25. Roesdahl E., Historia Wikingów, Gdańsk 1996.
26. Seibt F., Karol IV, Warszawa 1996.
27. Strzelczyk J., Goci- rzeczywistość i legenda, Warszawa 1984.
28. Strzelczyk J., Otton III, Wrocław 2000.
29. Szymański W., Dąbrowska E., Awarzy- Węgrzy, Wrocław 1979.
30. Tyszkiewicz L., Hunowie w Europie: ich wpływ na Cesarstwo Wschodnie i Zachodnie oraz na ludy barbarzyńskie, Wrocław 2004.
31. Turasiewicz A., Dzieje polityczne Obodrzyców od IX wieku do utraty niepodległości w latach 1160- 1164, Kraków 2004.
32. Urbańczyk P., Władza i polityka we wczesnym średniowieczu, Wrocław 2000.
33. Urbanczyk P., Zdobywcy północnego Atlantyku, Wrocław 2004
34. Wies E., Fryderyk Barbarossa, Warszawa 1996.
35. Wies E., Karol Wielki, Warszawa 1996.
36. Wies E., Cesarz Fryderyk II, Warszawa 2002.
37. Wies E., Cesarz Henryk IV, Warszawa 2000.
38. Wolfram H. Historia Gotów, Warszawa 2003.
39. Zumthor P., Wilhelm Zdobywca, Warszawa 1994.

Pozdrawiam
Blx

Identyfikacja etniczności na podst. wyposażenia grobowego

Na wstępie zaznaczę, że odnosić się będę przede wszystkim do sytuacji monarchii wczesnopiastowskiej, starając się konsekwentnie deprecjonować tezy o "wielkich" wpływach skandynawskich na jej terenie.

Kontakty handlowe ze Skandynawami owszem istniały. Nie sposób tego zanegować, zresztą nic w tym dziwnego. Handel w strefie nadbałtyckiej rozwijał się od stuleci. Skandynawowie wywozili swoje towary na południe, a państwa południowobałtyckie do Skandynawii. Tylko... Proszę zwrócić uwagę, iż znaleziska potwierdzające szczególne nasilenie tych kontaktów w odniesieniu do południowych wybrzeży Bałtyku są przede wszystkim na terenach północnego Połabia oraz Pomorza. Im dalej na południe tym liczba znalezisk
skandynawskiego pochodzenia skandynawskiego maleje. Co oczywiście nie znaczy, że ich nie było! Handel istniał także we wczesnym średniowieczu, także na ziemiach polskich, a jego zasięg wykraczał daleko poza strefę bałtycką, wystarczy wspomnieć liczne znaleziska dirhemów arabskich datowanych na okres wczesnego średniowiecza czy choćby wzmiankowanego przez Thietmara (IV, 9) wielbłąda, którego Mieszko w 985 roku w Kwedlinburgu podarował Ottonowi III.

Polska na przełomie X i XI wieku stanowiła, podobnie zresztą jak to się ma obecnie, obszar na którym przecinały się ważne szlaki komunikacyjne ze wschodu na zachód i z północy na południe. Było to niewątpliwie korzystne dla rozwoju monarchii wczesnopiastowskiej.

Gall Anonim wspominał, że państwo Piastów w pocz. wieku XII to kraj mało komu znany prócz tych, którzy za handlem przejeżdżają [tamtędy] na Ruś. (Gall Anonim, Wstęp do ks. I)/
Z cytowanego powyżej fragmentu kroniki Galla można śmiało wyciągnąć wniosek o tranzytowym charakterze państwa polskiego w tych czasach. Szlak handlowy łączący zachód Europy ze wschodem, przechodzący przez ziemie polskie możemy zrekonstruować dzięki wczesnośredniowiecznym źródłom arabskim - przede wszystkim Ibn Hurdadbeha (wg.: T. Kowalski, T. Lewicki, Źródła hebrajskie do dziejów Słowian i niektórych innych ludów środkowej i wschodniej Europy, t. 2, cz. 1, Wrocław-Warszawa-Kraków 1969, s. 28-29, por. też U. Lewicka-Rajewska, Arabskie opisanie Słowian. Źródła do dziejów średniowiecznej kultury, Wrocław 2004, s. 186 i nast.).

Kupcy z Hiszpanii oraz śródziemnomorskich części Francji udawali się droga lądową w górę Rodanu, do Lyonu, potem do Verdun i dalej do Moguncji. Stamtąd do |Ratyzbony leżącej nad Dunajem i w dół tej rzeki ku Passawie. Dalej droga rozdzielała się. Jedna odnoga szła płynęła dalej Dunajem stamtąd, prawdopodobnie od Perejesławia (dziś Prislav) szła do Serkelu nad Donem i dalej na wschód. Bardziej interesujące dla nas jest jednak droga z Ratyzbony w kieruunku Pragi, dalej do Libic, przez Kłodzko, Wrocław i Opole do Krakowa, o którym wspomina Ibrahim ibn Jakub jako o pośredniku w handlu między Pragą a Rusią. Z Krakowa droga wiodła dalej na wschód, przez Sandomierz (?) do Przemyśla. Wybitny uczony żydowski z pocz. IX w., rabbi Iehuda b. Meir- Kohen, informuje nas o istnieniu grupy kupców żydowskich w Przemyślu położonym na szlaku wiodącym na Ruś. Gmina ta była w kontakcie z odległymi krajami Zachodu (wg.: T. Kowalski, T. Lewicki, Źródła hebrajskie do dziejów Słowian i niektórych innych ludów środkowej i wschodniej Europy, t, I Wrocław-Warszawa 1956, s. 37). Z Przemyśla trasa wiodła przez Gródek mad Bugiem do Kijowa, skąd kupcy udawali się w kierunku górnej Oki i terytorium Wiatyczów do ziem Bułgarów kamskich (nadwołżańskich) i ich stolicy Bulgaru leżącego u ujścia Kamy do Wołgi. Wołgą spływali do Itilu - stolicy państwa Chazarów na Morzem Kaspijskim i dalej do ... Chin.

Zapewne obok szlaku biegnącego przez Ratyzbonę do Pragi, Krakowa i dalej istniał jeszcze jeden - z Nadrenii poprzez środkowe Niemcy i Magdeburg w kierunku Wielkopolski. Może dalej przez Wrocław do Krakowa i dalej na wschód. Być może część tej drogi pokonał Ibrahim Ibn Jakub. Odnoga z Wrocławia mogła wieść do Niemczy, Kłodzka, Libic i Pragi.

Ten układ szlaków odtworzony na podstawie źródeł arabskich znajduje odzwierciedlenie na ziemiach polskich w postaci tzw. Bram nazywanych przez Władysława Semkowicza (Geograficzne podstawy Polski Chrobrego, „Kwartalnik Historyczny”, R. XXXIX (1925), s. 11) „bramami osadniczo-komunikacyjnymi”. Były to dogodne przejścia przez różnorodne przeszkody geograficzne (lasy, rzeki, góry) stanowiące granicę monarchii wczesnopiastowskiej.

Na wschodzie niemal nieprzerwany pas puszcz nadgranicznych przerzedzał się znacząco na południowym odcinku. Pierwsze dogodne przejście na południowym-wschodzie tzw. Brama Przemyska, znajdowało się na południowy-wschód od Przemyśla pomiędzy górnym Dniestrem a Karpatami w kierunku Kijowa. Jej południowym przedpolem były przełęcze Karpackie. Kolejne przejście tzw. Brama Spiska/Pienińska, znajdowało się w przełomach Popradu i Dunajca. Ogromne znaczenie dla komunikacji europejskiej nie tylko w omawianym okresie, ale także w wiekach wcześniejszych, miała tzw. Brama Morawska, oddzielająca Karpaty od Sudetów. Szczerba ta powstała na obszarze źródeł Odry i Wisły i umożliwiała przedostanie się do dorzecza Dunaju. Dalej na zachód ziemie piastowskie z Czechami łączyło przedłużenie Kotliny Kłodzkiej ; tzw. Brama Kłodzka. Kolejna droga wiodła zapewne przez przełęcz Nachodzko-Kłodzką Tamtędy przebiegał, użytkowany od wieków szlak handlowy z Pragi. W omawianym okresie pozostałe przełęcze usytuowane wzdłuż południowych granic monarchii wczesnopiastowskiej na całej długości gór polskich nie były raczej wykorzystywane w szerszym zakresie. Istniejące wąskie ścieżki górskie nie nadawały się zarówno do przemarszu większych ilości wojska (a tylko o takich przypadkach przekazują nam relacje wczesnośredniowieczne źródła pisane), a także do handlu co wynikało z tendencji do omijania przez kupców, mniej uczęszczanych, a przez to także niebezpieczniejszych dróg oddalonych dodatkowo od większych osiedli ludzkich. O ile więc, przejścia te nie były raczej powszechnie wykorzystywane w komunikacji, zabezpieczano je zapewne dodatkowymi sztucznymi przeszkodami utrudniającymi ich szybkie przebycie.

Najlepiej rozpoznane dzisiaj wydają szlaki usytuowane wzdłuż zachodniej granicy państwa pierwszych Piastów. Wynika to z faktu, że właśnie tędy szły wyprawy niemieckie na wschód. Ich opisy zachowały się w większej ilości źródeł pisanych charakteryzujących się dodatkowo większą szczegółowością opisu wydarzeń, niż miało to miejsce w przypadku działań wojennych na innych kierunkach. Dodatkowo wiele cennych uwag odnośnie tejże problematyki wniosły szeroko zakrojone badania stanowisk archeologicznych wzdłuż dawnej granicy zachodniej.

Najbardziej na południe usytuowane przejście na tym odcinku pasa granicznego, tak zwana Brama Łużycka, usytuowane było u przełomu Nysy Łużyckiej, w miejscu gdzie wał sudecki zmienia swój kierunek z północno-zachodniego na południowo zachodni. Szlak ten wyznaczały bezleśne obszary usytuowane poniżej tak zwanych borów dolnośląskich porastających dolne biegi rzek Nysy i Bobru i powyżej pasa Sudetów. Przejście to stanowiło niemalże otwartą przestrzeń aż po Odrę. Dodatkowo przepływające przez te tereny pomniejsze rzeki nie stanowiły poważniejszej przeszkody. Szlak przebiegał na tym odcinku od Miśni poprzez Budziszyn, Zgorzelec, gdzie forsowano Nysę Łużycką, dalej na okolice Żagania lub Iławy, gdzie zapewne przeprawiano się przez Bóbr. Stąd droga wiodła już prosto na południowy wschód w kierunku Śląska (na Legnicę i dalej na Wrocław), lub na północny wschód ku Wielkopolsce, gdzie przeprawę przez Odrę zabezpieczał Głogów. Dalej na środkowym odcinku granicy zachodniej wiódł szlak ciągnący się od południowej Łaby przez Chociebuż nad Sprewą, Gubin, w okolicach którego pokonywano Nysę Łużycką i dalej ku Krosnu. W tym miejscu, gdzie Bóbr wpada do Odry, przeprawa nastręczała wiele problemów, gdyż należało pokonać rzekę Bóbr oraz w przypadku chęci wkroczenia w głąb Polski także i Odry. Jednakże główna zapora wodna na zachodniej granicy Odra płynie w tym miejscu w wąskiej pradolinie, co czyniło przeprawę możliwą. Dalej na północ dogodne przejście stanowiła tak zwana Brama Lubuska, stanowiąca główne przejście łączące Wielkopolskę ze środkowymi Niemcami. Przeprawa przez Odrę usytuowana była we wczesnym średniowieczu zapewne niedaleko dzisiejszych Słubic, gdzie jeden brzeg doliny w której przepływa rzeka oddalony jest od drugiego o dwa kilometry oraz w okolicach Lubusza, gdzie dolina jest szersza. Zarówno na północ jak i na południe od Ziemi Lubuskiej dolina przez którą przepływa Odra jest znacznie szersza, pokryta była dodatkowo bagnami i gęstymi lasami. Tędy wiódł szlak do jej centrum Wielkopolski. Także dogodne, aczkolwiek mniejsze przejścia przez Odrę znajdowały się ma północ od miejsca w którym Warta wpływa do Odry.

Trochę literatury a temat tych szlaków:
L. Leciejewicz, Z Miśni do Głogowa, czyli cesarz Otton III na Śląsku, w: Traktat cesarski Iława-Gniezno-Magdeburg, red. W. Dzieduszycki, M. Przybył, Poznań 2002.
M. Kiełczowska, O podstawy geograficzne Polski. Poznań 1946
J. Tyszkiewicz, Kształtowanie się granic wczesnofeudalnych państw Słowian Zachodnich na przykładzie Polski, w: Geneza i funkcjonowanie wczesnych form państwowości na tle porównawczym, red. M. Tymowski, M. Ziółkowski, Warszawa 1992, s. 147-160
. Tyszkiewicz, Historyczne momenty kształtowania granic Polski przez pierwszych Piastów do 1000 roku, w: Tegoż, Geografia historyczna Polski Średniowieczu. Zbiór studiów, Warszawa 2003, s. 21-44.
K. Maleczyńki, Najstarsza zachodnia granica Polski na podstawie źródeł z X wieku, w: Początki Państwa Polskiego. Księga Tysiąclecia, Poznań 2002 (repr. z 1962), T. I, s. 213-232.
S. M. Kuczyński, Wschodnia granica państwa polskiego w X wieku, w: Początki Państwa Polskiego. Księga Tysiąclecia, Poznań 2002 (repr. z 1962), T. I, s. 233-252
J. Natanson-Leski, Zarys granic i podziałów Polski najstarszej, Wrocław 1953.

A teraz kwestia zasadnicza:
JAK TO SIĘ MA DO TEGO CO PISAŁA TRUSKAWECZKA O KONTAKTACH SŁOWIAŃSKICH Z WIKINGAMI?
Wbrew pozorom bardzo dużo, w szczególności w odniesieniu do monarchii wczesnopiastowskiej.
Ad 1. Wskazuje że ziemie polskie funkcjonowały w obrębie ówczesnego "światowego" handlu spełniały w nim istotną rolę jako, że przez nie przechodził istotny fragment najważniejszego szlaku handlowego wschód-zachód. Szlak ten był ważniejszy dla Europy od tego ze Skandynawii na południe. Zresztą ten ostatni ze Skandynawii w kierunku Bizancjcum wiódł szlakiem "Od Wariegi do Grieki" przez Ruś. To tamtędy szła wielka ilość towarów skandynawskich.
Ad. 2. Pokazuje zupełnie nieporuszane na forach internetowych dowody na wyraźne kontakty handlowe ziem polskich z Europą Zachodnią i Wschodnią, zapewne ważniejsze dla monarchii wczesnopiastowskiej niż kontakty handlowe ze Skandynawią.
Ad. 3. Ukazuje możliwości wnioskowania o zasięgu handlu na podstawie źródeł innych niż archeologiczne.

W niczym jednak nie podważam stwierdzenia o istnieniu handlu Skandynawii z południowymi wybrzeżami Morza Bałtyckiego zamieszkiwanymi przez Słowian i Bałtów (o których jakoś wcześniej nie wspominałem). Owszem on istniał tylko... przynajmniej w odniesieniu do ziem monarchii wczesnopiastowskiej (nie liczmy Pomorza Zachodniego którego obecność w jej granicach była okresowa) nie miał większego znaczenia.

kryzys kruszcowy oraz rozwój wymiany lokalnej doprowadził do zaniku gromadzenia skarbów w całym rozlewisku Bałtyku.
Kiedy ten zanik miałby nastąpić? Nie przeceniajmy roli pieniądza jako środka płatniczego w ówczesnej Europie. Ten sposób wymiany był marginalny, dominowała wymiana towarowa.

Istniały szlaki, które bezpośrednio łączyły południowe wybrzeże Bałtyku ze wschodnim. przekonuje o tym też istnienie kupców różnych narodowości, którzy działali po obu stronach morza. - Pisze o tym Adam z Bremy, który poświadcza również istnienie bezpośredniego szlaku morskiego z Haithabu i Stargardu wagryjskiego przez Wolin-Jumne przy ujściu Odry do Nowogrodu Wielkiego.

Tak, ale była to odnoga szlaku ze Skandynawii do Bizancjum. Oczywiście, że Adam o tym wspomina, zresztą nie tylko on tylko... Na jakie obszary promieniował ten handel? Przede wszystkim na Pomorze (jako takie określa się w odniesieniu do średniowiecza także Pomorze przednie! Tutaj pozostałości archeologicznych jest rzeczywiście bardzo dużo, w szczególności w samym Wolinie.

Nie w takiej skali jednak ten handel docierał na tereny monarchii wczesnopiastowskiej, przynajmniej nie przez Wolin. Proszę pamiętać, że Pomorzanie Zachodni od początku (i to dokładnie bo od 963 r.) niemal do końca (lata 20-te XII w.) byli przeciwnikami monarchii wczesnopiastowskiej. Wyjątek stanowił okres pomiędzy latami 70-tymi wieku X a pierwszą dekadą wieku XI, kiedy to ujście Odry należało do państwa Mieszka i Bolesława I (pomijam tezę rzekomego czasowego opanowania ujścia Odry przez Bolesława II autorstwa Tadeusza Grudzińskiego). Jednak czy lub w jakim charakterze Wolin? Zresztą Pomorze Zachodnie od Wielkopolski oddzielał pas puszczy nadnoteckiej, niesprzyjający takiemu handlowi. Owszem istniała Odra, jednak tutaj cały czas pozostawała Odnośnie tego wątpliwości przedstawiłem wyżej.

Bardziej właściwym portem do kontaktów Polski ze Skandynawią był Gdańsk, do którego zresztą wyroby skandynawskie docierały. Tylko znowu, na ile docierały wgłąb ziem polskich?

W IX-XIw. Słowianie nadbałtyccy kontaktowali sie z północną Rusią. Stad podobięństwo różnych form pieniądza przedmiotowego w Skandynawii i niektórych regionach Słowiańszczyzny zachodniej. Prawie takie same jak u Normanów skarby narzędzi żelaznyc i grzywny z tego surowca pojawiły sie w strefie wielkomorawskiej w IX-Xw.

Tak - Słowianie nadbałtyccy, jednak na ile były to żywe kontakty z Wielkimi Morawami i ze strefą wielkomorawską? To że jest kilka znalezisk poświadczających to, to jeszcze nic nie znaczy, tym bardziej, że w stosunku do omawianego okresu archeolodzy mają wiele problemów z datacją. Zresztą o jakie formy płacideł chodzi? Skarby narzędzi żelaznych? A gdzie indziej ich nie ma? Dalej nie wiem czy myślisz o grzywnach w sensie jednostki wagi (czyli byłyby tu żelazne "siekiery" - formy płacideł lub jak chcą niektórzy półproduktów) czy o grywny-bransolety?

Importy z terenów Skandynawii to także broń np: miecze, pochwy lub same ich okucia, groty włuczni, topory a także elementy rzędu końskiego, ubioru, biżuteria srebrna i brązowa, występująca na terenie osiedli i w grobach z IX-Xw. Również naczynia z norweskiego słonińca, skandynawskie rogowe grzebienie i pionki do gry.

Dobrze tylko pytanie - co to jest import? To nie tylko przedmiot wymiany handlowej, ale również łup wojenny, prezent itp. - wszystko co wytworzone było poza granicami (kulturowymi, geograficznymi) obszaru względem którego termin ten odnosimy. Obecność tych przedmiotów (przede wszystkim na terenie Pomorza, świadczy wprawdzie o wymianie handlowej, ale w żaden sposób nie zawsze świadczy o jej skali.

Władcy normańscy i słowiańscy traktowali sie na wzajem jak równoprawni partnerzy. Czego dowodem są dynastyczne powiązania
rodzinne.

Konkrety! Na ziemiach monarchii wczesnopiastowskiej to w zasadzie tylko Sygryda. Pomińmy fragment o rzekomych powiązaniach córek Burisleifa (Bolesława I?) z władcami skandynawskimi o czym pisze Jómsvikingasaga. A potem co?
Również na terenie Połabia czy Pomorza wcale tych powiązań nie ma tak dużo.

A to że traktowali się jako partnerzy - no cóż polityka.

Więc podsumowując - cały czas uważam, że wpływy skandynawskie na ziemiach monarchii wczesnopiastowskiej (bo w zasadzie o nie chyba było pytanie które zapoczątkowało te dyskusję) wcale nie były tak wielkie jak pisze o tym ogromna część internautów i nieliczna raczej grupa badaczy. Czy profesor Leciejewicz podkreśla jakąś wyjątkowość tych kontaktów?

Frazeologia kaszubska a wierzenia i zwyczaje

i końcówka:

Kod:
[PRZYPISY]

1 P. Szefka, Wyzwoliny kosiarza. Plenerowe widowisko obrzędowe z Kaszub, WOK w Gdańsku, 1979, s. 9.

2 tamże.

3 Według T. Orackiego ze znanej na Warmii zabawy dziecięcej, o czym w Mądrzejszy Mazur niż diabeł. Zbiór przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich z terenu Warmii i Mazur. Opracował..., Olsztyn 1977, s. 45 i 107.

4 Zob. F. Sowa, Teksty spiskie z Dursztyna, "Język Polski" LIV 1974, s. 46.

5 J. S. Bystroń, Słowiańskie obrzędy rodzinne. Obrzędy związane z narodzeniem dziecka, Kraków 1916, s. 15.

8. ROZWIĄZANIE SKRÓTÓW ŹRÓDEŁ I OPRACOWAŃ

Ad - Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. Zebrał i opracował S. Adalberg, Warszawa 1889-1894.

AGM - Atlas gwar mazowieckich, t. I-VI,Wrocław 1971-1983.

AJK - Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich, opracował zespół Zakładu Słowianoznawstwa PAN pod kierunkiem Z. Stiebera i
H. Popowskiej-Taborskiej, tom wstępny, z. I-XV, Wrocław 1964-1978.

AJKLW - Atlas języka i kultury ludowej Wielkopolski, opracowano zespołowo pod redakcją Z. Sobierajskiego i J. Burszty, t. I-III, Wrocław 1979-1982.

BaMa - J. Bartmiński, J. Mazur, Teksty gwarowe z Lubelszczyzny, Wrocław 1978.

Bas - M. Basaj, D. Rytel, Słownik frazeologiczny czesko-polski. Skrypt dla studentów bohemistyki, UŚ, Katowice 1981.

Bąk - P. Bąk, Słownictwo gwary okolic Kramska na tle kultury ludowej, Wrocław 1960.

Ber - A. Berka [L. Biskupski], Słownik kaszubski porównawczy, Warszawa 1981.

Br - A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 1957.

Brez - E. Breza [rec.], B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, T. 7: Suplement, Wrocław 1976 [w:] Rocznik Slawistyczny 39, 1978,
s. 77-86.

BrMit - A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Wstęp i opracowanie S. Urbańczyk, Warszawa 1980.

Brzez - W. Brzeziński, Słownictwo krajniackie. Słownik gwary wsi Podróżna w Złotowskiem, T. I A-G, Wrocław 1982: materiały z pozostałych tomów od autora pod BrzezUst.

BrzezUst - W. Brzeziński (zob. wyżej).

Budz - A. Budzisz, Zemja kaszëbskô. Utwory wybrane, Gdańsk 1982.

BysE - J. S. Bystroń, Etnografia Polski, Warszawa 1947.

CeyKdK - [F. Ceynowa] Xsążeczka dlo Kaszebow przez Wójkasena, Gdańsk 1850.

CeyKdP - Wójkasin [F. Ceynowa] Kaszebji do Polochów, "Szkółka Narodowa" 1850, nr 10 z 7 marca.

CeyObr - F. S. Cejenova, Wójkasin, Obrazcy kaszebskago narieczija [w:] Pamiatniki i obrazcy narodnago jazyka i slovesnosti russkich i zapadnych slavian, Izviestija II Otdielenija Imperatorskoj Akademiji Nauk, St. Petersburg 1852.

CeyPgO - [F. Ceynowa], Pjnc głovnech wódzałov Evangjelickjeho Katechizmu z Niemjeckjeho na Kaśebsko-Słovjenskj jęzek przełożeł Wójkasin ze Sławóśena, Świecie 1861.

CeyRozK - [F. Ceynowa] Rozmova Kaszébé s Polôchę, 1868; zob. CeyS IX 134-139, X 151-157, XII 183-194.

CeyRozP - [F. Ceynowa], Rozmova Pólocha s Kaszebą, Świecie 1850.

CeyRozp I - [F. Ceynowa], Trze rosprave przez Stanjisława, wóros kile słov wó Kaszebach e jich zemji przez Wójkasena, Kraków 1850. CeyS - F. Ceynowa, Skôrb kaszébskosłovjnskje mové, I-XII, Svjece 1866-1868.

CeySbjór - F. Ceynowa, Sbjór pjesnj svjatovich, które naród słovjańskj v krolestvje pruskjm spjevacj lubj. Seszit I-II, Gdańsk 1868.

CeyWil - F. Ceynowa, Wiléja Noweho Roku, "Jutrzenka, Przegląd Słowiański" 1843, nr 3, s. 51-60.

CeyZdG - F. Ceynowa, Zarés do grammatikj kaąébsko-słovjnskje mové napjseł é védeł... , Poznań 1879.

Derd - [H. Derdowski], Nórcyk kaszubści abo koruszk i jedna maca jędrnyj prowde. Pozbieroł Mejster od Pieśni "O Panu Czorlinścim co do Pucka po sece jachoł." Drekował Jarosz Derdowści we Winonie w Nórtowej Ameryce 1897.

DerdCz - H. Derdowski, O Panu Czôrlińscim co do Pucka po sece jachôł, Gdańsk 1976.

Dob - W. Dobrzyński, Tekst gwarowy z Mazowsza, "Język Polski" XLIV1964, s. 114-117.

Drze - J. Drzeżdżon, Dzwónnik, Gdańsk 1979.

Dwor - S. Dworakowski, Zwyczaje rodzinne w powiecie wysoko-mazowieckim. Prace etnologiczne...3, Warszawa 1935.

Ex - Materiały własne autora z eksploracji terenowej.

FenZap - F. Fenikowski, Zapadły zamek, Warszawa 1958.

Fik - S. Fikus, Pojmeńczicë, Gdańsk 1981.

Fisch - A. Fischer, Kaszubi na tle etnografii Polski [w:] Kaszubi. Kultura ludowa i język, Toruń 1934.

FischEtn - A. Fischer, Etnografia słowiańska. I. Połabianie, II. Łużyczanie, III. Polacy, Lwów-Warszawa 1932-1934.

FischLud - A. Fischer, Lud Polski. Podręcznik etnografii Polski, Lwów 1926.

Frischb - H. Frischbier, Preussische Sprichwörter und volkssthümliche Redensarten, Berlin 1865, wyd. 2., Berlin 1876.

Gaj - W. Gaj-Piotrowski, Kultura społeczna ludu z okolic Rozwadowa. Prace i Materiały Etnograficzne, T. XXVI, Wrocław 1967.

Giey - A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 1982.

Glog - Z. Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana. Ze wstępem J. Krzyżanowskiego, T. I-IV Warszawa 1978.

Gorl - Nad rzeką Ropą. Zarys kultury ludowej powiatu gorlickiego, Kraków 1965.

Gór - H. Górnowicz, Dialekt malborski. T. II Słownik, Gdańsk 1973-1974.

Gulg - I. Gulgowski, Kaszubi, Kraków 1924.

Hilf - A. Hilferding, Ostatki Sławian na jużnom bieriegu Bałtijskogo moria, Petersburg 1862; zob. To samo w przekładzie O. Kolberga pod Kolb 305-452.

Karn - J. Karnowski, Sowizdrzôł u Krëbanów. Z rękopisu opracował i wstępem opatrzył J. Borzyszkowski, Gdańsk 1983.

Kolb - O. Kolberg, Dzieła wszystkie. T. 39. Pomorze oraz A. Hilferding Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, Wrocław-Poznań 1965.

KolbDz - O. Kolberg, Dzieła wszystkie. T. 60. Przysłowia. Z rękopisów opracował S. Świrko, Wrocław-Poznań 1967.

Kos - W. Kosiński, Słownik okolicy Czchowa, Kraków 1914.

Kość - J. Kość, Teksty gwarowe z Dubienki, "Język Polski" LIX 1979, s. 201-206.

Kot - F. Kotula. Folklor słowny osobliwy Lasowiaków, Rzeszowiaków i Podgórzan, Lublin 1969.

Kuc - M. Kucała, Porównawczy słownik trzech wsi małopolskich, Wrocław 1957.

Kuk - R. Kukier, Kaszubi bytowscy. Zarys monografii etnograficznej, Gdynia 1968.

Kup - W. Kupiszewski, Polskie słownictwo z zakresu astronomii i miar czasu, Warszawa 1974.

Lab - A. Labuda, Słowniczek kaszubski, Warszawa 1960. Lab I-III - A. Labuda, Guczow Mack godo. I. Kąsk do smjechu. Pjerwszech pół kope godk, Gdańsk-Wejherowo 1971; II. Zupa z kreszków. Dregjich pół kope godk, Gdańsk 1971; III. Kukuk, Gdańsk 1974.

LabN - A. Labuda, Naji dëchë, "Pomerania" XIV 1977, nr 2(73)-6(77), XV 1978, nr 1(78)-2(79)

Lor - F. Lorentz, Pomoranische Wörterbuch, Bd I A-P, Berlin 1958; II-V opracował F.Hinze, Berlin 1968-1983.

LorZ - F.Lorentz, Zarys etnografii kaszubskiej [w:] Kaszubi. Kultura ludowa i język, Toruń 1934 (lub nadbitka).

Łaj - A. Łajming, Od dziś do jutra, Gdańsk 1976.

ŁajDz - A. Łajming, Dzieciństwo. Wspomnienia, Gdańsk 1978.

Łęg - Nadmorski [J. Łęgowski], Kaszuby i Kociewie. Język, zwyczaje, przesądy, podania, zagadki i pieśni ludowe w północnej części Prus Zachodnich, Poznań 1892.

ŁęgCh - W. Łęga, Ziemia chełmińska. Prace i Materiały Etnograficzne, T. XVII, Wrocław 1961.

ŁęgM - W. Łęga, Ziemia malborska. Kultura ludowa, Toruń 1933.

ŁęgŚ - W. Łęga, Okolice Świecia. Materiały etnograficzne, Gdańsk 1960.

Mac - J. Maciejewski, Słownik chełmińsko-dobrzyński (Siemoń, Dulsk) , Toruń 1969.

Maj - A.Majkowski, Żëcé i przigodë Remusa. Zvjercadło kaszubskji, Gdańsk 1974-1976.

Maz - J. Mazur, Gwary okolic Biłgoraja. Cz. 1. Fonologia, Wrocław 1976, Cz. 2. Fleksja, Wrocław 1978.

Meis - H. Pietrak-Meiser, Czeskie wyrażenia i zwroty frazeologiczne na tle porównawczym polskim, Lublin 1985.

MG - J. Krzyżanowski, Mądrej głowie dość dwie słowie. Pięć centuryj przysłów polskich i diabelski tysiąc, I-III, Warszawa 1975.

Mok - W. M. Mokijenko, Slawianskaja frazeologija, Moskwa 1980.

Mosz - K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian. T. I. Kultura materialna, T. II, cz. 1-2 Kultura duchowa, Warszawa 1967.

Mrong - K. C. Mrongowiusz , Dokładny słownik polsko-niemiecki krytycznie wypracowany, Königsberg 1835.

NecKrw - A. Necel, Krwawy sztorm. Złote klucze, Warszawa 1975.

NecKut - A. Necel, Kutry o czerwonych żaglach, Gdynia 1955.

Nitsch - K. Nitsch, Wybór pism polonistycznych. T. III. Pisma pomorzoznawcze, Wrocław 1954.

NKP - Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich, T. I-III pod red. J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1969-1972, T. IV oprac. S. Świrko, Warszawa 1978.

Ond - J. Ondrusz, Przysłowia i przymówiska ludowe ze Śląska Cieszyńskiego. Prace i Materiały Etnograficzne, T. XV, cz. 2 pod redakcją S. Bąka i
M. Suboczowej, Wrocław 1960.

PiepHan - J. Piepka, Hanesk, Warszawa 1957.

Piet - C. Pietkiewicz, Kultura duchowa Polesia rzeczyckiego. Materiały etnograficzne. Prace etnologiczne... 4, Warszawa 1938.

Pob - G. Pobłocki, Słownik kaszubski z dodatkiem idiotyzmów chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.

Ram - S. Ramułt, Słownik języka pomorskiego, czyli kaszubskiego, Kraków 1893: przez RamD wskazuje się na "dodatek".

RamD - S. Ramułt (zob. wyżej).

Rop - L. Roppel (zob. niżej) jako korespondent terenowy NKP.

RopZkm - L. Roppel, Z księgi mądrości Morzan. 13 centurii przysłów i powiedzonek kaszubskich o morzu. WDK i ZK-P, Gdańsk 1965.

Rydz - N. Rydzewska, Rybacy bez sieci, T. I-II, Gdynia 1958.

SCFI - Slovnik české frazeologie a idiomatiky. Přirovnání. Academia,Praha 1983.

Scz - Slovnik spisovné čeątiny pro ąkolu a veřejnost, red. J. Filipec, F. Daneą. Academia, Praha 1978.

SGP - Słownik gwar polskich, opracowany przez Zakład Dialektologii IJP PAN w Krakowie pod kierunkiem M. Karasia. Źródła , Wrocław 1977; T. I. pod kierunkiem J. Reichana, Wrocław 1983.

SGPKarł - J. Karłowicz, Słownik gwar polskich, T. I-VI, Warszawa 1900-1911.

SJP - Słownik języka polskiego, red. W. Doroszewski, T. I-XI, Warszawa 1967-1968.

Skor - S. Skorupka, Słownik frazeologiczny języka polskiego, T. I-II, Warszawa 1967-1968.

SLSJ - Słownik ludowych stereotypów językowych. Zeszyt próbny, Wrocław 1980.

Słfol - Słownik folkloru polskiego pod red. J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1965.

Słps - Słownik prasłowiański, opracowany przez Zespół Zakładu Słowianoznawstwa PAN pod red. F. Sławskiego, T. I-V, 1959-1965.

Ste - F. Steuer. Dialekt sulkowski, Kraków 1934.

Stef - W. Stefen, Słownik warmiński, Wrocław 1984.

Stel - B. Stelmachowska, Rok obrzędowy na Pomorzu, Toruń 1933.

Sy - B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, T. I-VII, Wrocław 1967-1976.

SyHan - B. Sychta, Hanka sę żeni. Wesele kaszubskie... , Wejherowo 1937.

SyK - B. Sychta, Słownictwo kociewskie na tle kultury ludowej, T. I-II, Wrocław 1980, T.III, Wrocław 1985.

Szef - P. Szefka, Wrëjôrze jidą. Widowisko plenerowe z kaszubskich obrzędów dyngusowych, wyd. 2., WOK Gdańsk 1981.

SzefUst - P. Szefka: z materiałów do przygotowywanej książki o roku obrzędowym na Kaszubach.

Szym - M. Szymczak, Słownik gwary Domaniewka w powiecie łęczyckim, cz. I-VIII, Wrocław 1962-1973.

ŚTG - Śląskie teksty gwarowe (z mapką), red. A. Zaręba, Kraków 1961.

Święt - J. Świętek, Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, Kraków 1897.

TGB - Teksty gwarowe z Białostoczczyzny z komentarzem językowym. Praca zbiorowa pod red. A. Otrębskiej-Jabłońskiej, Warszawa 1972.

Trof - K. K. Trofimovič, Hornjo-serbsko-ruski słownik, Budyąin-Moskwa 1974.

Tyl - E. B. Tylor, Cywilizacja pierwotna. Badania rozwoju mitologii, filozofii, wiary, mowy, sztuki i zwyczajów. Przekład (z 3. wydania angielskiego z r. 1891) Z. A. Kowerskiej, ze wstępem i dodatkami, dotyczącymi rzeczy słowiańskich, a zwłaszcza polskich, oraz życiorysem autora przez J. Karłowicza, t. I, Warszawa 1896.

Udz - S. Udziela, Materiały etnograficzne z miasta Ropczyc i okolicy zebrał... , Kraków 1886.

Wal - S. Wallis, Przysłowia i "pogodki" ludowe na Górnym Śląsku. Prace i Materiały Etnograficzne, T. XV, cz. 1 pod redakcją S. Bąka i M. Suboczowej, Wrocław 1960.

Wyb - K. Nitsch, Wybór polskich tekstów gwarowych, wyd. 2, Warszawa 1960.

ZarSioł - A. Zaręba, Słownik Starych Siołkowic w powiecie opolskim, Zeszyty Naukowe UJ. Rozprawy i Studia, T. XVIII, Kraków 1960.

Zaw - K. Zawistowicz: cykl artykułów dotyczących polskich obrzędów i wierzeń, drukowanych przez "Wiedza i Życie" VIII 1933 i IX 1934.

Zem - H. Zeman, Słownik górnołużycko-polski, Warszawa 1967.

Wykaz cytowanych (według: Biblia to jest księgi Starego i Nowego Testamentu z łacińskiego na język polski przełożone przez ks. D. Jakóba Wujka. Dosłowny przedruk..., Warszawa 1960) ksiąg Pisma Św.:

Dz - Dzieje Apostolskie

Ga - Św.Pawła List do Galatów

J - Ewangelia Św. Jana

Jk - List Św. Jakuba

Job - Księga Joba

Jon - Księga Jonasza

Kor - Św. Pawła 1 List do Koryntian

Krl - Księgi Królewskie

Krn - Kroniki

Lb - Księga Liczb

Łk - Ewangelia Św. Łukasza

Mk - Ewangelia Św. Marka

Mt - Ewangelia św. Mateusza

Oz - Księga Ozeasza

Ps - Księga Psalmów

Pwt - Księga Powtórzonego Prawa

Rdz - Księga Rodzaju

Sdz - Księga Sędziów

Sm - 1 Księga Samuela

Tb - Księga Tobiasza

Tes - Św. Pawła 1 List do Tesaloniczan

Wj - Księga Wyjścia

9. ROZWIĄZANIE INNYCH SKRÓTÓW

pd - południe
pn - północ
por. - porównaj
przyp. - przypis
śr - środek
ts. - to, tak samo
war. - wariant(owe)
wsch - wschód
wyr - wyrażenie
zob. - zobacz
zach. - zachód
zwr. - zwrot

Znaki graficzne:

= - frazeologizmy tożsame
( ) - wymiana członu
[] - fakultatywność członu
[] - odnośnik do Aneksu
: - wariantowość frazeologizmu
... - opuszczenie powtarzającej się sekwencji związku

Napompowane autorytety

Witam. Zachęcam do bardziej wnikliwej lektury tekstów Czesława Miłosza. Przytaczanie tutaj wyrwanych z kontekstu cytatów z autora "Zniewolonego umysłu" jest powielaniem oszczerstw. Poniżej obszerne fragmenty zaczerpnięte z książek Miłosza, czyli szeroki kontekst cytatów przeinaczonych m.in. przez J. Majdę i W. Łysiaka.
Pozdrawiam.

Czesław Miłosz: <<Patrząc na mapę Europy, muszę zdobyć się na kilka elementarnych stwierdzeń. Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, ale piszę po polsku. Nie jest to może tak niezwykłe, skoro się zważy, że największy polski twórca nigdy nie był w Warszawie ani w Krakowie i że Litwę obrał za swoją Muzę. Jednakże czasy się zmieniły, jest tu zagmatwanie, które prosi o jakąś nową diagnozę. Być może literatury mają swoje stałe przeznaczenia i, tak jak przeznaczeniem rosyjskiej jest zsyłka (do Besarabii, na Kaukaz, na prowincję, do łagrów), przeznaczeniem polskiej jest emigracja. Być może prawdą jest, że „przemyca w Litwę Żyd tomiki moich dzieł”. Ale wieszczowanie na użytek PRL, która nawet nie jest krajem rodzinnym, byłoby martwe, jak wszelkie historyczne powtórki, poza tym Żydów mało, dużo za to „strażników ceł” z listami książek zabronionych. Tyle że gorycze emigracji są mniej więcej te same co dawniej, z lekką zmianą na gorsze. Zamiast ogłaszać książki po polsku, z równym powodzeniem można by było umieszczać rękopisy w dziuplach drzew>>.[„Prywatne obowiązki”, Kraków 2001, s.104]

C.M.: <<Jeżeli mieszka się od lat za granicą i słyszy się naokoło siebie obcą mowę, jest się zmuszonym rozmyślać nad właściwościami polszczyzny. Siłą polskiego jest bogactwo słownika, giętkość, kapryśność, jakaś przyrodzona barokowość, ale nie jest to język majestatyczny. Niemniej może brzmieć dostojnie – u Kochanowskiego, w Biblii Wujka, zwłaszcza w Nowym Testamencie z 1593 roku. Zmora syczących i szeleszczących spółgłosek może więc być częściowo zażegnana. Osip Mandelsztam w jednym ze swoich artykułów zastanawiał się nad walką, jak toczy się w rosyjskim pomiędzy hieratycznym, samogłoskowym elementem staro-cerkiewno-słowiańskim i spółgłoskową mową codzienną; pochwalał Pasternaka za to, że ten wykorzystywał mowę codzienną, że był syczący, kląskający, słowiczy. Choć sam Mandelsztam (którego poezję bardzo wielbię) był hieratyczny, samogłoskowy. Otóż polski wręcz odwrotnie, nie tylko nie musi się z hieratyczności wyzwalać czy równoważyć ją kląskającym ludowym idiomem, ale jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenie, bełkotanie, przez arytmię i bezkształtność. Mówiąc o awangardowej łacinie, popełniam ten błąd, że jest ona dokładnym przeciwieństwem samogłoskowego języka Rzymian. Oswabadzając polszczyznę z logicznej dyscypliny i z jakich takich rygorów, oddaje ją na pastwę ciamkań i kumkań, jakiejś prapolskiej magmy, jak u Białoszewskiego.
Już to na brak rafinady polski nie może się uskarżać. I zawsze to samo: mnóstwo literackich ciastek, ale brak chleba. Ten język w ubóstwie form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie rekordy – bo to coś znaczy, jeżeli jakiś język nie ma prawie wcale literatury dla dzieci. Poza wierszami Tuwima i Brzechwy i w prozie Panem Kleksem – nic[przypis: uroczy Janusz Korczak np. to, moim zdaniem, literatura dla młodzieży, nie dla małych dzieci]. Gorzej niż nic, bo obfita chałtura dla naszych milusińskich. Przymuszone odrazą, polskie dziecię musi zapewne zaczynać od lektury Schopenhauera. Jest jakaś tajemnica, której nie można rozwikłać. Może polski nie nadaje się, może cały jest tak osaczony przez dziecinność, że kiedy zwracają się w nim do dzieci, jest już tylko zdziecinniały? Nie wiem.
Polska jest krajem poetów, na pewno. Tylko że zawsze myślałem z niepokojem o bardzo dolnych dołach i bardzo górnych szczytach, o skutkach podziału na grono zamknięte jak indiańskie plemię w rezerwacie i na miejski lud. Dlatego interesują mnie tacy poeci, jak Gałczyński i Bryll. Przekazują oni szersze, nie tylko ważne dla smakoszów, znaczenia>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.129-131]

C.M.: <<Książek po angielsku o Rosji jest mnóstwo, a wszyscy wybitniejsi pisarze rosyjscy są czytani w dobrych albo niezłych przekładach. Mimo to trudności właściwe pisarstwu historycznemu sprawiły, że zwięzły podręcznik historii literatury rosyjskiej jest tylko jeden. Napisał go krytyk literacki, znawca poezji rosyjskiej, D. Światopołk-Mirski, który wykładał na Uniwersytecie Londyńskim w latach dwudziestych. Następnie nawrócił się na eurazjanizm, potem na komunizm, wrócił do Moskwy i w kilka lat później umarł w łagrze na Kołymie. Książka jego jest w Ameryce stale wznawiana jako paperback.
Jednak Rosja ma w wyobraźni czytelników zachodnich pewien kształt, może dziwaczny, ale kształt. Obszar pomiędzy Rosją i Niemcami jest tylko irytujący przez swoją nieokreśloność i zbyt już wielką zawiłość plemiennych obrzędów. Ta zirytowana niewiedza nie jest zresztą niczym nowym. Pomysł rozbiorów Polski wylągł się niegdyś w głowach les philosophes, których pojętnymi uczniami okazali się monarchowie. To zbyt szczególne, chaotyczne, wyłamujące się z norm i reguł, było bowiem wstrętne dla geometrycznego umysłu mistrzów Oświecenia. Podobnie można się domyślać, że oddając pod zarząd Rosji połowę Europy w Jałcie, zachodni mężowie stanu kierowali się nie tylko chęcią obłaskawienia niedźwiedzia, także chęcią pozbycia się terytoriów zamieszkałych przez ludy, z których pretensji, żalów i wzajemnych nienawiści nikt nic nie rozumie>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.151-152]

<<Dla Polski nie ma miejsca na ziemi. Odległych powodów trzeba szukać w działalności romantycznych przyjaciół ludu:

Przebrani w kożuch, idąc od wioski do wioski,
Chuchali na folklory itp. pierwiosnki.
Aż namnożyli dziwnych nacjonalnych znaków.
To był haczyk – i sami wiszą na tym haku.
(Toast)
W istocie Niemcy i Polska były około roku 1820 rozsadnikami politycznego romantyzmu, czyli, nazywając rzecz bardziej przyziemnie, nacjonalizmu. Żeby folklor i „duszę narodu” podnieść do drugiej potęgi i otrzymać pojęcie narodu, trzeba wykształcenia (studenci, Filomaci) i poniżenia ((którego w pobitych przez Napoleona Niemczech i rozbiorowej Polsce nie brakowało)>>.[„Rok myśliwego”, Kraków 1991, s. 162-163]
C.M.: <<Osobliwość utworu [chodzi o Króla Ubu Alfreda Jarry] polega na tym, że jest zarazem zapowiedzią i dokonaniem. Zapowiada śmierć ojczyzny przez skwaśnienie i skarlenie, a równocześnie sam jest objawem najzupełniejszego mizeractwa. Dość ponury monument na dwudziestoczterolecie – czy na tysiąclecie. Jak do tego doszło? Naturalnie łatwo jest podać przyczyny polityczne. Ale nie jest dla mnie pewne, że cenzura i policyjne rządy ponoszą tutaj wyłączną odpowiedzialność. Jeżeli chciałbym „wytoczyć proces”, to raczej ludziom pióra. Wolno stawiać im pewne żądania i wtedy może się okazać, że trochę zbyt skwapliwie tłumaczą się okolicznościami. W Polsce po roku 1956 było dużo swobody, trudno jednak uznać sposób, w jaki ją wykorzystywano, za najlepszy. Słonimski całkiem słusznie ostrzegał przed modnym awangardowym „bełkotem”, który piszących, kapłanów sztuki (patrz rok 1900), coraz bardziej wyobcowywał. Stąd przeskok, by tak rzec, dialektyczny: no tak, Polska to Ciemnogród, ale my sami z Ciemnogrodu, więc piszmy, że nie sądzone jest nam wyjść poza Ciemnogród. Przytoczony wiersz Brylla [Mtacminda] to właśnie, nic innego, głosi>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.110-111]

<<Anus mundi – odbytnica świata. To określenie Polski odnotował pewien Niemiec w 1942 roku. Przeżyłem w niej lata wojny i następnie próbowałem całymi latami zrozumieć, co znaczy nosić w sobie takie doświadczenie. Jak wiadomo, filozof Adorno powiedział, że po Oświęcimiu pisanie liryki byłoby ohydą, a filozof Emmanuel Levinas podawał rok 1941 jako datę, kiedy „Bóg odszedł”. Natomiast ja napisałem pogodne wiersze – Świat i parę innych, w samym środku tego, co się w anus mundi działo, i bynajmniej nie z niewiedzy. Zasługuję na potępienie czy nie? Można by równie dobrze sporządzić akt oskarżenia jak obrony. Okropność jest prawdą świata istot żywych, natomiast cywilizacja zajmuje się maskowaniem tej prawdy. Literatura i sztuka łagodzi i upiększa, a gdyby pokazywała rzeczywistość nagą, taką, jaką każdy człowiek podejrzewa, choć broni się przed tym, nikt by tego nie zniósł. (...) Życie nie lubi śmierci. Ciało, dopóki może, przeciwstawia jej bicie serca i ciepło krążącej krwi. Pogodne wiersze pisane w środku horroru opowiadają się za życiem, są buntem ciała przeciwko zniszczeniu. Są to carmina, czyli zaklęcia rzucane po to, żeby na chwile okropność znikła i ukazał się ład – cywilizacji czy, co zresztą na jedno wychodzi, dziecinnego pokoju. Pocieszają, dając do zrozumienia, że to, co odbywa się w anus mundi, jest przejściowe, i że trwały jest ład – co wcale nie jest pewne>>.[„Abecadło Miłosza”, Kraków 1997, s. 40-41]

C.M.: <<Na jakże długo starczy mi nonsensu
Polski, gdzie pisze się poezję wzruszeń
Z ograniczoną odpowiedzialnością?
Chcę nie poezji, ale dykcji nowej.
Bo tylko ona pozwoli wyrazić
Tę nową czułość, a w niej ocalenie
Od prawa, które nie jest naszym prawem,
Od konieczności, która nie jest nasza,
Choćbyśmy nasze jej nadali imię>>.(1956)

<<Poczucie osadzenia, oparcia zyskuje się, kiedy wyobraźnia może zaczepić się o obszar wypełniony dużą liczbą skupisk ludzkich poddanych jakiemuś ładowi, tak żebyśmy myśleli, że w każdym z nich moglibyśmy mieszkać. Ale tutaj na wpół rozwalone płoty, kury rozlatujące się w popłochu przed chłopskim wózkiem, kamienice, z których zabrano na stracenie Żydów, ziały nicością i nienawistnym dla mnie rozpadem, mnożyłem rozpad przez rozpad i otrzymywałem w wyniku pustynię, bez miejsca, gdzie złożyć głowę. Gorąco mojej krwi buntowało się przeciwko tej bezwładnej sile niedołęstwa i opuszczenia. Należy jednak zrozumieć, że jeżeli to, co nas otacza zanadto godzi w nasze pasje budowniczych i nowych Faustów, pojawia się reakcja odwrotna, tj. tylko chęć odwrócenia się plecami. Rewolucja, niech będzie rewolucja, ale nic tutaj nie zmieni, bo według wschodniego jej modelu takie stratowane pole dostarczało zwykle tylko soków kilku jej gigantycznym przedsięwzięciom i tutejszy bezwład był jedynie wstępem, zapowiedzią pękających murów i dziurawych dachów, czyli szczegółów niegodnych uwagi. Przyszłe lata, dziesiątki lat, przybierały dla mnie, kiedy szedłem ulicą, czujny i napięty, wygląd zupełnej daremności i cokolwiek przeżyłem dotychczas, spiętrzyło się po krótkim okresie ulgi czy samoobrony, zgęstniało, tak że gotów byłem twierdzić, przyznaję się szczerze, że nad tym właśnie kawałkiem Europy ciąży przekleństwo, że nie ma żadnej rady. I być może, gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze, żeby matki nie opłakiwały już zabitych na barykadach siedemnastoletnich synów i córek, żeby trawa nie rosła na popiołach Treblinki, Majdanka i Oświęcimia, żeby na koszmarnych, zdeptanych wydmach przedmieścia nie rozlegał się dźwięk ustnej harmonijki pod karłowatą sosną. Bo jest gatunek litości, którego nie można udźwignąć, i wtedy wysadza się jej przedmiot w powietrze przynajmniej subiektywnie, tj. owłada nami jedynie pragnienie: żeby nie patrzeć>>.[„Rodzinna Europa”, Kraków 2001, s. 288-289]

C.M.: <<Punkt następny. Nie, niech mnie Bóg broni, żebym miał stać się tak zwanym heroldem opozycji i żeby odbywało się wielkie przysiadanie na zadach z radości, że pojawił się nowy Mickiewicz i że on jest z nami, nie z nimi. Na to stanowczo jestem za cwany, a nieszczęsnych Polaków umiejących myśleć tylko politycznie mam w dupie. Twoje rady Tygrysie są więc niezwykle cenne i zastanawiam się, jak do nich się zastosować. Wiem zresztą, że poemat tak jak jest, okropnie by się podobał kotkowym intelektualistom, bo ulubioną ich literaturą jest Koestler, ale po cichu. Zobaczmy, co da się zrobić>>.[„Zaraz po wojnie”, Kraków 1998, s.280-281]

C.M.: <<Myliłby się ktoś jednak, przypuszczając, że forma trzyma za rękę tylko poetę albo nowelistę, natomiast autor „luźnej prozy” ma zupełną swobodę i nic się nie zmieni, jeżeli doklei tu pięć, tam dziesięć stronic. Jeżeli mój tom jest „fantastycznie czytelny” (Czaykowski), to właśnie dlatego, że odbywa się w nim taniec akrobaty na linie. Wielu nazwisk nie ma, bo najprościej w świecie nie udało mi się ich z niczym zrymować. Oto tajemnica „techniki przemilczeń”.
Że lekceważę artyzm i nie przeprowadzam analizy cytowanych wierszy (Czaykowski). Jestem pełen świętego podziwu dla wydawcy, że zgodził się dać w dwóch wersjach, angielskiej i polskiej, wiersze, które razem złożyłyby się na sporą antologię. Można sobie wyobrazić, jaką męką dla drukarzy jest składanie w języku, którego nie znają. Objaśniać artystyczne sekrety po linijce? Historia literatury to nie explication des textes. Był wprawdzie człowiek, który wynalazł armatę-grzebień (i strzela, i można się tym czesać), ale tylko w anegdocie. Jednak zarzut, że nie mówię np. o artyzmie Norwida, jest niesłuszny. I skontrastowanie jego poetyki z poetyką jego współczesnych, i przekazanie jego poglądów na polską wersyfikację służy przecież temu celowi.
„Gdyby nie te mapy na wklejce, gdyby nie ten orzeł bez korony!”(Danilewiczowa). Wydawca przesłał mi papierową okładkę (dust-jacket) – grzeczność, bo autor, według kontraktu, nie ma wpływu na oprawę graficzną książki. Na okładce był orzeł bez korony. Mój list, że są dwa orły, jeden z koroną, drugi bez, i że żadnego sobie nie życzę, wprawił wydawcę w najwyższe zdumienie. O niczym podobnym nie słyszał. Mimo to kilkaset dolarów wysupłał i zamiast orła wstawił renesansowy rysunek. Wklejki natomiast zobaczyłem dopiero, dostawszy wydrukowany egzemplarz. I jakąż to mapę miał umieścić, skoro, jak domyślam się, chciał podkreślić współczesność, a taka, nie inna, Polska figuruje w encyklopediach i atlasach? I czy ezoteryczna wiedza o dwóch orłach nie wkracza w zakres spraw mętnie komicznych?
Zresztą niejeden raz wydawcy płatają takie psikusy. Właśnie dostałem od Penguina wydanie w paperback mojej antologii Post-War Poetry. Z białym orłem na czerwonej tarczy (jakby antologia była okrętem czy urzędem wojewódzkim). Orzeł jest bez korony, ale za to, zamiast na zachód, patrzy na wschód. Czyli jednego wydawcom nie można odmówić: błogiej obojętności>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.156-158]

<<Przyznaję, na „polskość” jestem alergiczny. Zarazem rozumiem, że każda cywilizacja ma swój własny kitsch i schmalz [niem. tu: kicz i ckliwość], za dużo wiem np. o Rosjanach i Niemcach, żeby im zazdrościć. Nie jest wykluczone, że tak ujawniający się konflikt stanowi tylko przerzut jakiegoś zasadniczego konfliktu z istnieniem, że jestem zwolennikiem poza-świata. Stosunki moje z obcymi są zbyt płytkie, zbyt powierzchowne, żeby został ugodzony żywy nerw i żeby odezwał się ten niepokój, do jakiego daje powód nasza przynależność do ludzkiego gatunku. Natomiast u Polaków wystarczy mi drobny znak, a już odtwarzam wszystko, co w nich siedzi, bo to nie jest tylko w nich, poza mną, ale także we mnie, jako część mojego le moi haissable. Ich zachowanie się mnie drażni, ponieważ demaskuje skłonności, jakie w sobie samym staram się rozumem i wolą ujarzmić>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.107]

C.M.: <<Poezja Brylla zaczynała się od ironii ludzi schwytanych, którzy muszą lawirować i kluczyć, żeby jakoś przeżyć i coś cennego ocalić. Następnie przekroczył próg i zwrócił się przeciwko swoim towarzyszom w nieszczęściu, atakując ich za to, że łudzą się, nie chcą uznać tego, co jest, ciągle marząc o tym, co być powinno, toteż słusznie są bici. Poezja jego przekształciła się w katalog sarmackich obrzydliwości, bynajmniej nie podawanych za piękne, właśnie za ohydne, ale nieuniknionych, swoich, narzuconych przez konieczność czy Opatrzność. Teza, jaką można z niej odczytać jest następująca: inteligenci wyobrażają sobie, że w Polsce może być miejsce na szlachetne zachcianki, jak w XIX wieku, to głupcy, bo jakakolwiek wybredność podniebienia jest w Polsce ponad stan, i Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził. Zaiste, przyzwyczajono nas w tym stuleciu do wszystkiego, gotowi więc nawet jesteśmy pokwitować wzruszeniem ramion prosty fakt, że stylistycznie Bryll wywodzi się z Norwida, stanowiąc zarazem najjaskrawsze zaprzeczenie ideałów, jakim całe życie służył Norwid. Oto późny jego wnuk, który nie minął pisma, ale spożytkowuje pismo swego pradziada, żeby zatwierdzać „śmierć mej ojczyzny”>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.125-126]

C.M.: <<Nasze emocje w Paryżu nie mogą być przedstawione tylko jako uniesienia młodości. Ambicja zdobycia istoty trudno dostępnej nieraz przekształca się w miłość, podobnie wschodnioeuropejski snobizm zaprawia doznania podróżników w legendarnym mieście. Mają oni świadomość osobistego osiągnięcia: ja, Stasio czy Jasio, jednak jestem tutaj! – mówią sobie i tupią nogą o chodnik, żeby upewnić się, że im się to nie śni. Poza tym gnębi ich tęsknota za inną ojczyzną niż ta, jaką im wyznaczyło ich urodzenie. Polska nam ciążyła. Mieszkać w niej to było chodzić jak po tafli lodu – a pod nią wykrzywiały się miliony zdeformowanych, koszmarnych twarzy. Brak jednolitego wzorca uniemożliwiał odbiór człowieka „jako takiego” – na pierwszy plan wysuwał się jego status: inteligent, chłop, Żyd. I nie polityka okresu naszego dzieciństwa ponosiła za to odpowiedzialność, ale stulecia. Czy taka chęć ucieczki od nierozwiązalnego niemal problemu jest dobra czy zła, tutaj nie przesądzam, stwierdzam tylko, że istnieje i że kurczowy patriotyzm bywa nieraz odpowiedzią na wewnętrzna zdradę. (Czy Polacy nie są podobni do niektórych homoseksualistów, z lęku przed swoim zboczeniem narzucających sobie wierność małżeńską?)>>.[„Rodzinna Europa”, (...), s. 187-188]

C.M.: <<Jednak wyjechałem z Ameryki, czyli raz jeszcze skończyło się moje urzędowanie i pensja co pierwszego. Lata 1950-1960, w pewnym sensie trudniejsze niż niemiecka okupacja, bo tam przynajmniej wśród swoich, musiały potwierdzić teorię „ostatniej złotówki”, tutaj franka. I ponieważ przeżyłem, mając w dodatku na utrzymaniu rodzinę – potwierdziły. Jak to się udało i gdzie, w trudnej Francji, bez żadnej posady? Myśląc o tym, czuję strach, ale po fakcie. Była oczywiście „Kultura”, ale, sama uboga, mogła zdobyć się tylko na skromne honoraria. W dodatku pośród emigrantów byłem bodaj jedynym, który odmówił pisania do Wolnej Europy, bo nie podobało mi się jej bicie w patriotyczny bęben i kropienie święconą wodą>>.[„Abecadło Miłosza”, (...), s. 201]

C.M.: <<W Warszawie dla większości młodzieży przynależność do AK oznaczała posłuszeństwo rozkazom bezpośredniego dowódcy i wykłady teoretyczne albo, jeżeli to możliwe, ćwiczenia praktyczne w sztuce wojskowej. Jakkolwiek organizacja aktorów była tak czy inaczej powiązana z wojskiem, nie wstąpiłem do AK, zresztą moi rówieśnicy literaci też się do działań z bronią w ręku na ogół nie kwapili. Dosięgłszy trzydziestki nabywa się już pewną ilość przyzwyczajeń, choćby niekoniecznie dobrych. Nieodmienny argument jednostki: „nie mam wcale ochoty umierać”, da się przetłumaczyć przez: „mam przed sobą ważniejsze zadania”, czyli jednostka, jeżeli tak mówi, wykazuje brak pokory niezbędnej we współpracy z innymi. Przekonałem się w pierwszej fazie wojny, że determinacja przełamująca naszą małość rodzi się tylko wskutek potężnego uczuciowego porywu splątanego zresztą nierozłącznie z wiarą w cel poświęceń. Te rozważania mogą się wydać komuś cyniczne i okrutne. Jednak nie zapytywałem nawet siebie, czy moim obowiązkiem jest zanurzyć się głębiej w konspirację. Nie tylko brakło mi teraz porywu, ale hamowała mnie namiętność, bo moja niechęć do przywódców AK była silna. Polityczna mgła przedwojennej Warszawy z hasłem: „nie oddamy nawet guzika”, z przekonaniem, że jeżeli Niemcy uderzą, armia polska w ciągu kilku dni zajmie Berlin, uległa pomimo klęski, albo raczej wskutek klęski tylko zgęszczeniu i cały konspiracyjny aparat żył nierealnością, pompował w siebie ponurą narodową ekstazę. Jutro musiało być świetlane, ale ktokolwiek odważał się napomknąć, że zależy ono od wyboru form ustrojowych i międzynarodowej rozgrywki, narażał się na niebezpieczeństwa nie zawsze platoniczne. Pod powierzchnią powszechnej nienawiści do okupanta odbywała się też walka o jutrzejszą władzę, czyli dyskontowanie z góry zasług przez podział administracyjnych stanowisk, przy czym, pomimo istnienia Rady Stronnictw, w skład której wchodzili też socjaliści i ludowcy, wyłaniały się już, głównie dzięki wyższym wojskowym, tendencje powrotu do przedwojennego prawicowego wzoru>>.[„Rodzinna Europa”, (...), s. 273-274]

C.M.: <<8 IV 1988 W samolocie Oakland – Seatlle. Tak, oczywiście, jesteśmy bezbronni wobec czasu, który nastanie po naszej śmierci, wobec wszelkich przemian smaku, obyczajów, skali wartości, mód. Będą z nas brali co im wygodne, odrzucali co im niepotrzebne i któż może przewidzieć, na ile ten obraz będzie podobny do naszego obrazu samych siebie? Czasem myślę, że tkanina mowy – języka, muzyki, malarstwa, - składa się przeważnie ze śladów, z których nie można nawet odgadnąć, kim był dany człowiek, to jest, ze zostaje na przykład jeden wiersz, jedno płótno z martwą naturą.
Cisną mnie, żebym pozwolił na druk w Polsce mojej antologii Pieśń niepodległa z 1942 roku. Mówię: nie chcę, to było dawno i nie mam z tym nic wspólnego. Ale tom Trzy zimy z 1936 roku ukazał się z komentarzami i sprawił mi dużą przyjemność. Czyli że pod Trzema zimami podpisuję się, nie życzę sobie podpisywać się pod Pieśnią niepodległą>>.[„Rok myśliwego”, Kraków 1991, s.248-249]

C.M.: <<28 IX 1987 Według londyńskiego „Pulsu” w Polsce 577 rocznica bitwy pod Grunwaldem. Na Polach Grunwaldzkich odbyła się „wielka patriotyczna manifestacja”.
„Idee grunwaldzkie są dzisiaj nierozerwalnie związane z ideologią Polski Ludowej, jej racją stanu, akcentującą suwerenność państwową, silną gospodarkę, zdolność obronną, mądrość polityczną, trwałe sojusze”.
Część artystyczna: „Rozbrzmiewają fanfary... relacjonuje specjalny wysłannik >>Trybuny Ludu<< - po odegraniu hymnu narodowego i po wystąpieniu sekretarza Komitetu Centralnego tow. Bednarskiego zaczyna się widowisko poetycko–muzyczne według scenariusza Bohdana Głuszczaka, dyrektora olsztyńskiej Pantonimy Głuchych. Przy dźwiękach Bogurodzicy, Gaude Mater Polonia, Roty, muzyki Fryderyka Chopina, Feliksa Nowowiejskiego i Sergiusza Prokofiewa na tle błękitnego nieba, nad koroną amfiteatru pojawiają się choreograficzne układy [?] symbolizujące jedność Polski i jej dzieje... Płyną słowa napisane ongiś przez Jana Długosza, Jana z Wiślicy, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego... Członek Biura Politycznego, przewodniczący ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego tow. Barcikowski przyjmuje od młodzieży zobowiązania podjęcia działań służących krzewieniu idei grunwaldzkiej... Z głośników słychać tętent kopyt”...
Tego rodzaju plugawy nonsens w przeszłości mnie gniewał i doprowadzał do rozpaczy. Teraz jestem daleko, bo jeszcze rok czy dwa, a mnie nie będzie, stąd ulga. Należę do krainy, w której mieszkają Janka, i Andrzejewski, i Jane, i Czechowicz, i Kot Jeleński, i Sadzik, i Zygmunt Hertz, i gdzie wszystko jest równoczesne. Czy stracili tak wiele, umierając wcześniej i nie widząc dalszych przemian, jak na przykład tej „uroczystości grunwaldzkiej”? I czy stracę tak wiele, nie doczekawszy roku 2000?>>.[„Rok myśliwego”, (...), s.62-63]

C.M.: <<Moje zainteresowanie Reformacją w Polsce tłumaczy się wyłącznie tym, że działały wtedy umysły rozbudzone, podczas gdy zwycięstwo kontrreformacji oznaczało triumf sarmackiego bezruchu. Nie znaczy to wcale, że w sporze przeróżnych wyznań i sekt z Rzymem moje sympatie były po ich stronie. Wręcz przeciwnie. Ale znana mi jest prawicowo-katolicka wersja historii Polski i ktoś, kto ją przyjmuje, słusznie dopatrzy się we mnie przeciwnika. Według tej wersji, Polska przez wieki była bastionem katolicyzmu i diaboliczne siły spiskowały przeciwko niej, próbując ten bastion obalić. Najpierw był to protestantyzm, mający w kraju swoją piątą kolumnę, czynny w polityce międzynarodowej, który wreszcie doprowadził do najazdu szwedzkiego. Następnie zachodnioeuropejskie Oświecenie i jego filozofowie, oraz loże masońskie. Wreszcie Żydzi, jako ostoja ruchów lewicowych. W ten sposób powstaje logicznie powiązany system narodowej paranoi, z mnóstwem pozornych, ale jedynie pozornych, uzasadnień. Pewnie, że protestanci witali Szwedów, ale witali też katolicy, tylko to jakoś później zatarli. Pewnie, że mój kiejdański Janusz Radziwiłł był kalwinem, ale jego plan oderwania Wielkiego Księstwa od Polski i unii ze Szwecją służył jego marzeniom polityka i potentata. Pewnie, że francuscy filozofowie Oświecenia wrogo odnosili się do Polski, cóż, przekupni, brali pieniądze od Katarzyny. A polskie loże wolnomularskie należy uznać za szkołę patriotyzmu. Istnieje też wręcz przeciwna wersja historii Polski, dopatrująca się przyczyny jej cywilizacyjnego zacofania w wierności katolicyzmowi. Nie myślę, że jest ona bliższa prawdzie niż tamta>>.[„Życie na wyspach”, Kraków 1997, s. 49-50]

C.M.: <<Ameryka przywróciła mi smak obserwacji zjawisk tego świata. Moją ambicją od dawna była pewna międzynarodowość umysłu, która zresztą chroniła mnie w czasie wojny. Co pocznie jednak to nieszczęsne młode pokolenie wychowane w tradycji AK plus ta nowa porcja narodowego bełkotu? Uczyłbym ich o zwierzętach, o kwiatach, o gospodarce światowej, o Grecji, o Rzymie, o astronomii, o Tintoretto i o tysiącu rzeczy, tylko nie o Polsce jako pępku świata, bo z tego tylko uraz, męka i krew>>.[„Zaraz po wojnie”, (...), s.451-452]

C.M.: <<Ruchy aktorów, oglądane przez szybę, która nie przepuszcza dźwięku, robią wrażenie śmieszne i bezsensowne. Do wewnętrznego kręgu, gdzie grało się misterium rasowe i narodowe, miałem dostęp zamknięty. Nie jest wykluczone, że ów sezam nie mógł się dla mnie otworzyć, bo wrażliwość na takie, a nie inne barwy i kształty, na to, co stanowi o pokładach najgłębszych, ukształtowała się, dzięki matce, na wsi etnicznie litewskiej. Ta pozycja zewnętrzna pozwalała mi wniknąć w literatów żydowskiego pochodzenia, bo oni też stali przed zamkniętą bramą. Mieliśmy wspólną ojczyznę: język polski. Ale oni wysilali się, żeby bramę sforsować, żeby nadać swoim dziełom wygląd ultrasłowiański, prawie nikt z nich nie obnażał swego rozdwojenia, nosili sztywne maski i te maski ich gniotły. Pociągali mnie w tym za sobą, zmuszałem się do mimikry, ale czego chciałbym naprawdę, to żeby przeciwstawili się i mnie inaczej pozwolili się przeciwstawić. W imię czego? Nie wiedziałem. Gdzieś na dnie tliła się myśl, że i ich, i moja lewicowość jest przebraniem dla naszej inności. Jak oni getto, tak ja Wielkie Księstwo Litewskie spychałem pomiędzy zakurzone pamiątki, choć bardziej niż oni dumny choćby z mego ucha – ucho rdzennie polskie było według mnie nieczułe na złożone, podstępnie przykryte prostotą rytmy i tylko u nas mógł wynaleźć swoje środki tak wielki poeta jak Mickiewicz>>.[„Rodzinna Europa”, (...), s. 117-118]

C.M.: <<Wrogość oświeconego Zachodu do Polski nie daje się sprowadzić do sekretnych postanowień i spisków. Wystarczały instytucje zupełnie niezrozumiałe – republikańskie, idące w parze z arogancją szlachty i wyjątkową nędzą chłopa, co razem wyglądało na parodię. Les philosophes byli sprzedajni i dosyć byłoby samego złota, żeby podnieśli wrzask o prześladowanie dysydentów w Polsce, choć obiektywnie niemal brakło po temu podstaw. Ale oni unieśli się gniewem, bo w Polsce natrafili na katolicyzm najłatwiejszy do ugodzenia, najbardziej w Europie obskurancki.
„Narodowy katolicyzm” (a ta wersja historii w nim się mieści) nie spełnia może dzisiaj funkcji obronnej, raczej obezwładnia: żyzna gleba dla snów paranoicznych, które każdy wielkorządca może hodować, zaszczepiać, przystrzygać do woli>>.[„Prywatne obowiązki”,(...), s.166]

C.M.: <<Zdrowa jest chyba taka kultura, która pozwala doprowadzać do skutku poważne, pierwszego rzędu, przedsięwzięcia w zakresie literatury, sztuki, filozofii, przy zachowaniu serdecznej więzi. A jednak nie potrafiłem ugiąć kolan przed boginią, której na imię polskość, choć doskonale rozumiałem, jak doszło do jej osobliwego nabożeństwa. Za dużo upokorzeń spadających jedne po drugich na etos raczej dumny i w sobie zakochany, ale też dziwnie bezbronny, aż cokolwiek pozwalało odzyskać we własnych oczach odrobinę godności, chwytano skwapliwie i ostatecznym kryterium, choć często nie ogłaszanym, dzieł umysłu i ręki stał się wzgląd praktyczny, „dla dobra” tego, co polskie. Także religia została temu kryterium poddana i nie tak bardzo mylił się ten amerykański profesor, od którego niedawno usłyszałem, że Polska jest krajem ludzi niewierzących, ale praktykujących, w imię miłości do narodowej tradycji. Dla mnie natomiast nawet Mickiewicz był zawsze kim innym niż przede wszystkim narodowym bardem.
Ale wiele wody upłynęło w europejskich i amerykańskich rzekach od tamtego czasu, kiedy dumnie oświadczałem, że z polskim katolicyzmem nie chcę mieć nic wspólnego, i ponieważ wiele przeżyłem, pycha moja została nadkruszona. Tylko porównawczo przekonujemy się, że „nie ma dna gorszemu”, jak powiada w jednym ze swoich wierszy Aleksander Wat. Struktury społeczne, które w jakiejś mierze chronią człowieka od popadania w skrajne zło, zasługują na szacunek>>.[„Ziemia Ulro”, Kraków 1994, s. 261]

C.M.: <<Stale zanurzony w wielkiej całości, byłem, jak to się mówi, naturą do głębi religijną. Kościół katolicki imponował swoją olbrzymią budowlą, zwracał się do mnie, nie żądając niczego więcej niż poddania się dyscyplinie, z zawieszeniem sądu. Pomimo wszystko, jako pilny czytelnik historii Kościoła, godziłem się z potrzebą dyscypliny, bo sam żadnej nie umiałbym wynaleźć. Czy była to rezygnacja? Nie traciłem nadziei, że tę łamigłówkę uda mi się rozebrać i na nowo ułożyć. Chomik[ksiądz Leopold Chomski] zmniejszał się, nie zajmował już pierwszego planu. Nędzny, ale instytucja również przecie ludzka, rojowisko pokoleń, czyż mogłaby uniknąć oparcia się na takich jak on? W ostatnim roku przed maturą ustaliła się pomiędzy nami mało serdeczna grzeczność. Zorientował się zapewne, że siłą mnie nie przełamie. Kiedy przestał mnie naciskać, poszedłem do spowiedzi. Akt pokory wobec Bytu winien był być ściśle dobrowolny i osobisty, poza społecznym obyczajem. Przyrzekłem sobie, że nie zawrę nigdy przymierza z polskim katolicyzmem – niekoniecznie używając tego terminu – czyli że nie poddam się małpom>>. [„Rodzinna Europa”, (...), s. 102-103]

C.M.: <<Chomik, kurcząc się ze wstrętu na dźwięk mutujących głosów i dostrzegając grzech w dymie tytoniu, miał, przyznajmy to, sporo racji. Niewinność kończy się, kiedy pojawia się ja, czyli stara pycha upadku: „Będziecie jako bogowie znający złe i dobre”. Nigdzie nie uwydatniła się ona u mnie wyraźniej niż w niedzielne ranki. Różne okoliczności złożyły się na to, że jako uczniowie wyższych klas zamiast do kaplicy szkolnej chodziliśmy w niektórych miesiącach na msze do kościoła św. Jerzego. Był to kościół uczęszczany przez tzw. dobre towarzystwo. Po wyjściu z niego odbywała się defilada na deptaku. Oficerowie salutowali, mecenasowie i doktorzy rozdzielali ukłony, kobiety pokazywały swoje uśmiechy, futra i kapelusze. Posuwając się w tym tłumie albo stojąc na skwerku, byłem naładowany nienawiścią aż do pęknięcia. Człowiek, moim zdaniem, znaczył coś tylko przez swoją namiętność – do przyrody, myślistwa czy literatury, byle wkładał w to całego siebie. Ale to były małpy. Jakiż jest ich sens? Po co istnieją? Wzbijałem się na jakąś boską wysokość i trwałem nad nimi jak nad preparatem. Rodzą się, sekunda, umierają i żadnego śladu. Spójrz no na ich mizdrzenie się, intryżki, wzajemne względy, zabiegi o pieniądz i pokazanie się. Nic poza tym w nich nie ma. Owijałem się w samego siebie, powołanego, jak sądziłem, do wielkich zadań. Czyli traktowałem ich jako rzeczy>>.[„Rodzinna Europa”, (...), s. 93-94]

C.M.: <<Późno, chyba dopiero przy końcu lat pięćdziesiątych, zrozumiałem, że mimo wszelkich różnic łączy nas ta sama obsesja. Podejrzewam, że „Ferdydurke” była przed wojną dla mnie i moich przyjaciół tym mniej więcej, czym są dzisiaj dla czytelników w Polsce utwory Gombrowicza, tj. dobrym pisarstwem ironisty. W przedmowie do „Ślubu” w języku angielskim Jan Kott przypomina epizod z jakiejś uczty po godzinie policyjnej, podczas niemieckiej okupacji, kiedy nad ranem zobaczył Jerzego Andrzejewskiego i mnie klęczących naprzeciwko siebie i toczących ze sobą pojedynek na miny, według wszelkich reguł pojedynku Miętusa z Syfonem. Ale od tego daleka jeszcze była droga do uświadomienia sobie, co to znaczy, jeżeli pojedynek na miny jest jedyną naszą ludzką rzeczywistością, jaką możemy przeciwstawić nie-sensowi bytu – nie mówię: bezsensowi ani absurdowi, właśnie nie-sensowi. To zawieszenie w pustce rządzącej się jakimiś prawami dla nas nie do przyjęcia, przede wszystkim prawem śmierci, to wczepianie się ludzi w ludzi, bo tak tylko są zdolni stworzyć swoją wypełnioną sensami szklaną kulę i mieszkać w jej wnętrzu, w „między-ludzkim kościele” – nic bardziej przeciwnego jakimkolwiek skłonnościom do braterstwa z Naturą. Gombrowicz jest tak anty-naturalistyczny, jak to tylko możliwe. W tzw. obiektywnym świecie złożonym z kamieni, drzew, gwiazd, zwierząt pozbawionych świadomości nie ma dla nas żadnego ratunku i żadnej nadziei. Jedynym ratunkiem jest inny człowiek spotkany w jego niepojętej subiektywnej tonacji, królestwo nasze utrzymuje się jak napięty łuk świetlny pomiędzy ludzkim biegunem i biegunem. Słaby to ratunek, bo coraz to jeden z biegunów jest niszczony przez tamto, inne, wrogie, jak teraz został zniszczony Gombrowicz, bo zatrzymało mu się serce>>.[„Zaczynając od moich ulic”, Wrocław 1990, s. 334-335]

C.M.: <<Cóż więc począć? I jak „uświetniać”? Polska muzyka ludowa jest dla mnie uboga, krakowiaki i oberki śmieszą, Chopin drażni, bo wyciągany przy każdej okazji, ale również dlatego, że sam gustuję w muzyce klasycznej. To dosyć, żeby nie brać udziału w przeróżnych obchodach. A przecież byłem wiernym sługą polskiego języka, i tego, co ze sobą niesie w przyszłość. I oto narzucona, nie mnie pierwszemu, rola: jak nie można z nimi, to przynajmniej dla nich. Przykre, ale ostatecznie i Piłsudski tak to określał. Myślę z szacunkiem o tych, którzy wybrali działalność w obrębie polskiej diaspory, ale nie moje to było miejsce. Raczej starać się dowieść, że można pozostać sobą, nie podlizywać się Zachodowi, a jednak wygrywać na swoich warunkach. Skazany na trafianie do publiczności poprzez przekłady na angielski, miałem poczucie obowiązków wobec „kultury polskiej”, ale nie kalekiej, podzielonej na wyrafinowanie i prostactwo>>. [„Inne abecadło”, Kraków 1998, s. 110-111]

C.M.: <<Najwybitniejsza powieść o tragikomedii polskiego zawęźlenia została napisana nie w Polsce, ale na emigracji. Jest nią „Trans-Atlantyk”. Bo nie Żeromski, nie Dąbrowska, nie Witkacy to umieli. Witkacy jest zadziwiający, ale zadziwiający jako zjawisko, jako eksperymentujący ze sobą i innymi Stawrogin (jak nazwał go Wat), i słusznie Gombrowicz podejrzewał, że nie dostawało mu pasji rasowego pisarza. „Trans-Atlantyk” nie był przez nikogo analizowany tak, jak być powinien. Zawiera on podstawową rozprawę z Polską-zmorą i z polskim ceremoniałem nacjonalistycznego karlenia. Cała zresztą twórczość Gombrowicza zdaje się być dowodem, że istnieją stałe powołania poszczególnych literatur i że powołaniem polskiej jest, niestety, emigracja. Tamta emigracja otrzymała nazwę Wielkiej. Ale przecie politycznie była mała i śmieszna. To parę nazwisk przesłoniło jej śmieszność i małość. A żeby potwierdziła się raz jeszcze prawidłowość przebiegu, Gombrowicz dla emigracyjnych czytelników, z nielicznymi wyjątkami, był pyszałkiem, megalomanem czy wariatem. Jakie takie szczycenie się rodzimym geniuszem zaczęło się dopiero, kiedy zyskał rozgłos u obcych>>.[„Zaczynając od moich ulic”, (...), s. 336]

C.M.: <<W miarę sił szerzyłem kult Gombrowicza, poświęcając niejedną godzinę wykładów jego dziełu, z dobrym na ogół wynikiem, bo wśród młodych Amerykanów znajdował entuzjastów, choć dopiero kiedy im wytłumaczono, jaka tutaj myśl działa. Zważywszy na trudy takiego komentarza, który odsłaniał warstwy dla cudzoziemców słabo widoczne, zacząłem odnosić się sceptycznie do Gombrowicza jako międzynarodowego autora, nie dlatego jednak, że był zbyt polski i za mało „ogólnoludzki”. Przez swoje zmagania z polską tradycją i polskim obyczajem w sobie, historycznie zakorzeniony, w bufonadzie swojej cienki, językowo wytworny i powściągliwy, nie był za niski na międzynarodowe wymagania, ale, w tej przynajmniej linii odbioru, na jaką mógł liczyć, za wysoki – i jego program – żeby do Zachodu odnosić się władczo, czerpiąc siłę z polskiej niższości-młodszości, sprawdzał się, choć aż z nadmiarem. Rozpiętość właściwa całej polskiej kulturze, pomiędzy tym, co wyrafinowane, i tym, co drugorzędne, sięgała, dzięki książkom Gombrowicza na półkach amerykańskiej księgarni, w tym samym kraju, gdzie wychodziły gazety dla Polonii, jakichś dziwacznych rozmiarów>>.[„Ziemia Ulro”, (...), s. 38-39]

C.M.: <<Emancypacja umysłowa równała się dla Brzozowskiego, ucznia gimnazjum w Niemirowie, protestowi przeciwko swemu rodzinnemu środowisku, tj. przeciwko Polsce rozczulającego obyczaju, katolickiego kościołka, kultu narodowego męczeństwa, rytualnego obżarstwa w święta i programowego antyintelektualizmu. Być człowiekiem czy być Polakiem, w którym człowiek, przez samą przynależność do narodowej grupy i poddanie się jej nakazom, jest umniejszony? Widocznie to pytanie Brzozowski przeżył ostro, jeżeli w dwóch jego powieściach bohater uzyskuje wewnętrzną wolność tylko przez deptanie narodowego zakazu. W Płomieniach Michał Kaniowski zrywa ze swoim wielkoszlacheckim domem i ściąga hańbę na swoją rodzinę, zostając nihilistą, rewolucjonistą rosyjskim: wstępuje do grupy Nieczajewa i następnie jako narodowolec bierze udział w przygotowaniach do zamachu na cara Aleksandra II. W czasie swego pobytu na Syberii spotyka polskich zesłańców 1863 roku i ci nie mogą mu wybaczyć, że w swojej działalności rewolucyjnej idzie z Rosjanami: dla nich Rosja to dzicz przeżarta przez łapownictwo i syfilis, kolos na glinianych nogach>>. [„Człowiek wśród skorpionów”, Kraków 2000, s.19]

C.M.: <<W starciach grup ludzkich potrzebne są każdej z nich jasne i oczywiste racje; ktokolwiek, jak Brzozowski, przede wszystkim bada, skąd te racje się biorą, osłabia zwartość grupy, czyli nie ma żadnych danych na żołnierza. A bywają układy warunków, kiedy zalety żołnierskie są najbardziej potrzebne, i bez nich nie ma moralności. Takie jest błędne koło, właściwe grupom broniącym się, mniejszościowym, jak wykazuje przykład chociażby Żydów, Murzynów, Algierczyków. Jednostka nie chce ponosić piętna nałożonego jej przez urodzenie, chce być człowiekiem, takim samym jak ci, co piętna nie dostali, ale ma do wyboru albo odstępstwo (wtedy pojawia się typ Żyda-antysemity, Murzyna, który „uchodził” za białego, Algierczyka bardziej francuskiego niż sami Francuzi itd.), albo solidarność z najbardziej przez siebie znienawidzonymi składnikami i cechami własnej grupy. W tym sensie można interpretować Płomienie jako próbę pojedynku z własną obsesją, obsesją wyzwolenia się od Polski. Sam zresztą przyznaje, że był to dla niego etap potrzebny do zdobycia samowiedzy: „W Płomieniach, i potwierdzi to każdy, kto chce tę książkę przeczytać bez uprzedzeń, usiłowałem przedstawić, że brak twórczej świadomości narodowej prowadzi do odrywania się jednostek samoistniejszych od narodowej wspólności, do widzenia życia w abstrakcyjnych, uproszczających dogmatach, do niemożności odnalezienia związku z narodem bez zrzeczenia się własnej swobody. Przedstawiłem dzieje Kaniowskiego nie jako błąd, lecz jako cenny, dodatni w danych stosunkach proces myślowy: znaczenie tego procesu wyjaśniało mi się samemu w ciągu pisania”>>. [„Człowiek wśród skorpionów”, (...), s. 24-25]

C.M.: <<Dlaczego w 1943 roku, w szkicu o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, przyznając, że dwie są osobistości w polskiej nowszej literaturze, do których trzeba ciągle powracać: Brzozowski i Witkiewicz, napisałem, że Brzozowski jest „odrażający”? Nieuczciwość zwykle pochodzi z podszeptów ambicji. Podziemne pisemka prawicowe doprowadzały mnie do furii, a w nich bez ustanku: Brzozowski, Brzozowski. Spreparowany, przesłonił mi prawdziwego. Chciałem się odgrodzić, poniżało mnie przyłączanie się do ich chóru. Śmieszne. Powinienem był tak samo kopnąć Norwida, bo i tego konia dosiadali przy każdej okazji. Miałem pretensje do Brzozowskiego o to, że pragnął być wychowawcą narodu. Czy mógł inaczej, sam wychowany na polskich romantykach – i na Bielińskim? Czy to takie znowu głupie, że pisarz, świadomie albo nieświadomie, jest wychowawcą? Pomyłkę po wielu, wielu latach naprawiam tym studium. Ale nie była to tylko moja pomyłka. Przyznanie się do niej może zachęci innych do uderzenia się w piersi (własne, nie cudze)>>.[Człowiek wśród skorpionów”, (...), s.71]